Gra w grze

Witajcie. Ten wpis pojawia się w sobotę bo myślałem. Znaczy, miałem pewne przemyślenia. Pisałem post na inny temat i okazało się, że nie ma sensu a wnioski, do których doszedłem chciałbym zaprezentować tutaj. To tak w skrócie. Czytaj dalej Gra w grze

50 twarzy Cthulhu Dark

Spokojnie, nie będzie o BDSM…

Moja krótka kampania w Cthulhu Dark ma się ku końcowi. Ostatnio przeprowadziłem też eksperyment, polegający na poprowadzeniu Ravenlofta na CD i przebiegł bardzo pomyślnie. W związku z tym mam kilka przemyśleń odnośnie do gry Grahama Walmsleya, którymi chciałem się z Wami podzielić. Czytaj dalej 50 twarzy Cthulhu Dark

Wyżymanie postaci

Dawno temu, gdy jeszcze prowadziłem sesje forumowe, a posty na moim blogu pojawiały się z mniejszą niż większą regularnością, popełniłem pewien post dotyczący pomagania graczom w tworzeniu ich postaci. Wtedy myślałem, że to jedyny słuszny sposób. Teraz wiem, że nie, bo z czasem przestałem go stosować. Nie dlatego, że jest zły, raczej ze względu na specyfikę sesji forumowych. Brały w nich udział doświadczone postacie z konkretnymi pomysłami na życie i na wspieraniu tworzenia takich postaci skupia się właśnie mój pomysł. Czytaj dalej Wyżymanie postaci

Puchar Mistrza Mistrzów – Fail To Win

Druga część mojej relacji z Coperniconu. Tutaj znajduje się pierwsza, ogólna część. Kto obserwuje mojego bloga i fanpage albo kto gra w moich sesjach, ten wie, że w tym roku bardzo nastawiałem się na udział w PMM-ie. Wysyłałem graczom ankiety, prowadziłem trzy sesje z rzędu tego samego dnia, żeby sprawdzić, czy dam radę, ale też dużo czytałem o tym, jak robić lepsze sesje. Innymi słowy, byłem skazany na sukces. Musiało się udać. No i oczywiście się nie udało.

Przygotowanie

Ponieważ w swojej głowie nie dopuszczałem takiej możliwości, że poprowadzę tylko jedną sesję, to oczywiście przygotowałem sobie pomysły na każdą z faz turnieju. Same pomysły. Początkowo chciałem usiąść nad tym wcześniej i dopracować te sesje idealnie, ale ostatecznie nie zrobiłem tego, za to wybrałem takie konwencje, w których prowadziłem dużo (z wyjątkiem „Cthulhu Dark”) i w razie potrzeby będę mógł użyć elementów z poprzednich sesji. Plan był taki:

  • Eliminacje: fantasy na „Fate Core” — tego typu sesji prowadziłem dużo na konwentach. Bez wyraźnie zaznaczonego świata, po prostu wrzucając graczy w jakieś królestwo borykające się z problemem, który tylko mężni bohaterowie będą w stanie rozwiązać.
  • Półfinał: „Kiedy Rozum Śpi” — ten system poznałem niedawno, ale prowadziłem w nim już wiele sesji, nie ograniczając się tylko do przedstawionej w podręczniku krainy Szalonego Miasta. Właściwie, to nigdy nie prowadziłem w Szalonym Mieście. Mam kilka własnych settingów.
  • Finał: „Cthulhu Dark” — ostatnio pisałem o nim notkę blogową. Rady odnośnie do tworzenia i prowadzenia scenariuszy, zawarte w nowej edycji tej gry, są naprawdę dobre i pozwalają na tworzenie niezapomnianych sesji, a przy tym planowanie rozgrywki nie trwa długo.

Moje plany musiałem zrewidować niemal od razu. Okazało się bowiem, że eliminacje odbędą się w nocy a półfinał w dzień. Poprowadziłem więc „Kiedy Rozum Śpi”. Do sesji przygotowałem się w pociągu, jadąc na konwent. O tym, dlaczego poszło mi to tak sprawnie, napiszę jeszcze osobny wpis, ale przygotowałem dużo materiałów — lokacje, postacie, bohaterów, a nawet playlisty z muzyką. Dużo więcej bym nie zrobił, siedząc nad sesją w domu przy biurku. Nie miałem co prawda żadnych rekwizytów, ale i tak używam ich na moich sesjach bardzo rzadko.

Organizacja

Powiedzieć, że tegoroczny PMM wywołał wiele dyskusji to jakby nic nie powiedzieć. Jak erpegowy Internet długi i szerogi, ludzie zaczęli mówić o PMM. Głównie o tym, co można zrobić w nim lepiej. Powstał nawet dokument online do zbierania rozmaitych sugestii. Tegoroczny Puchar miał kilka słabych stron, ale najgorzej mieli sędziowie, którzy snu zażywali wyjątkowo sporadycznie. Zwyczajna dla PMM otoczka chaosu i lekkiej dezorganizacji w tym roku wyjątkowo nabrała na sile i zabolała wszystkich, nie tylko sędziów. Na przykład ja i Zefir dostaliśmy w Eliminacjach tę samą salę. Nie było za bardzo innych miejsc, więc najpierw dostałem kilka stołów na korytarzu, a potem dopiero przenieśli mnie do szatni w budynku obok (podlinkowane zdjęcie nie przedstawia sesji PMM, ale odbyła się ona w podobnych okolicznościach). Warunki trochę lepsze niż korytarzowe, ale niedaleko sesję prowadził Jaxa, którego na mojej sesji można było od czasu do czasu usłyszeć. Gdy w końcu znaleźli się gracze, to z 19:00 (czyli godziny rozpoczęcia eliminacji) zrobiła się 20:30.

Eliminacje

Jak już wspomniałem wcześniej, poprowadziłem sesję w „Kiedy Rozum Śpi”. Zażyczyłem sobie trójki graczy płci dowolnej i takowych dostałem. Pozostało tylko rozdać postacie, wytłumaczyć mechanikę i jazda! Nie chcę za dużo opisywać z eliminacyjnej sesji, bo zamierzam ją jeszcze dopracować według sugestii sędziów i poprowadzić jeszcze raz w najbliższym czasie. Mogę natomiast powiedzieć, że byłem bardzo zestresowany. Częściowo pewnie ze względu na problemy związane z salą, bo w pewnym momencie tego zamieszania miałem ochotę na to, żeby olać cały ten PMM i spotkać się gdzieś ze znajomymi. Na pewno jednak dużo bardziej denerwowałem się ze względu na poczynione przygotowania. Większość moich erpegowych znajomych z Wrocławia wiedziała o tym, że startuję, pisałem o tym na blogu. Byłoby głupio, gdybym nie dostał się choćby do półfinału, nie? Czułem wiszącą nade mną konieczność, oczekiwania, poprzeczkę, którą sam postawiłem bardzo wysoko. I to mnie zgubiło. Sam stres, choć w oczywisty sposób przełożył się na spadek jakości sesji, pewnie jeszcze nie zdyskwalifikowałby mnie, ale moja sesja miała jeszcze jeden spory minus. Jeden z graczy był bardzo aktywny i bardzo kradł spotlight na sesji, a nawet czasem wcinał się w moją narrację. Skupiłem się na tym, aby bardziej wciągnąć do gry pozostałych graczy, ale powinienem był też przyhamować zbyt aktywnego. Prowadząc, nie zwróciłem uwagi na to, że dałem sobie wejść na głowę, ale stres chyba zrobił swoje.

Wyniki

Po sesji eliminacyjnej stres wcale nie odpuszczał. Trzymał mnie, dopóki nie dowiedziałem się, że nie jestem w półfinale. Wiedziałem, że zrobiłem dużo błędów, ale miałem też świadomość, że sesja poszła mi całkiem dobrze i nie wiedziałem jeszcze wtedy czy moje błędy będą na tyle poważne, aby zamknąć dla mnie drzwi do półfinału. Gdy byłem sędzią w zeszłym roku, to nawet do finałowych i półfinałowych sesji mieliśmy dużo uwag, bo w lepiej poprowadzonych grach można po prostu zobaczyć więcej błędów. Gdy sesja jest totalnie zła to ciężko powiedzieć coś więcej oprócz paru ogólnych wskazówek. Nie byłem pewien, jak mi poszło i przez całą noc budziłem się co chwila, bo sędziowie mieli wysłać półfinalistom sms, jak tylko padnie decyzja o zakwalifikowaniu kogoś do półfinału. Teraz myślę, że to, że nie włączyłem sobie na noc trybu samolotowego, żeby spać spokojnie, było koszmarnie głupim pomysłem. Bo nawet gdybym miał wziąć udział w półfinale, to nieprzespana noc położyłaby mnie jak nic. Wiem, bo gdy w sobotnie popołudnie grałem w sesji u Squida, to zasnąłem na niej. A nie siedzieliśmy tam w wygodnych fotelach.

Feedback

Wszyscy, którzy na którymś etapie odpadają z Pucharu, otrzymują feedback od sędziów. Każdy uczestnik ma swojego „duszka” – sędziego, który zbiera od wszystkich feedback dotyczący tylko jego sesji. W moim przypadku był to Miłosz, ale poprosiłem również Wojtka, aby powiedział, co on sądzi o mojej sesji. Wstępny feedback, zaraz po ogłoszeniu wyników eliminacji wyciągnąłem z kolei od Andrzeja. Informacje, które usłyszałem, częściowo się pokrywały — stres, nieupilnowanie nadaktywnego gracza, od Wojtka usłyszałem, że jest postęp w porównaniu do mojego poprzedniego startu w PMM a lista rzeczy do poprawy (nie licząc stresu i lepszego opanowania graczy) zawierała konkrety, które pozwolą mi przejść z prowadzenia dobrych sesji na prowadzenie świetnych. Większość rad dotyczyła opisów — innych zmysłów, szczegółów czy dostosowywania opisów do konwencji. Otrzymałem również pochwały, które dotyczyły fajnych pomysłów, elastyczności, grania ciałem, mimiką i głosem. Wiem zatem, co muszę zrobić, aby za rok było lepiej i już dziś mówię wam, że zamierzam to poprawić i wziąć udział w kolejnej edycji. Strzeż się Zed, za rok widzimy się w finale! :)

Podziękowania

Chciałbym z tego miejsca podziękować różnym ludziom, bez których mój tegoroczny udział w PMM nie udałby się tak dobrze.

  • Moim graczom i erpegowym znajomym, którzy pomogli mi w przygotowaniach. Pomogli: wypełniając ankiety, dajac mi feedback po sesjach, po prostu grając u mnie.
  • Organizatorom Coperniconu i Pucharu Mistrza Mistrzów, dzięki którym Puchar się odbył i trwał mimo przeciwności losu.
  • Moim graczom z sesji eliminacyjnej za ich dobre pomysły i zaangażowanie (miejscami zbyt wielkie :P) oraz miłą atmosferę na sesji
  • Wszystkim sędziom PMM za ich heroiczną postawę i znoszenie tortur bezsenności ku chwale RPG!
  • Uczestnikom tegorocznego Pucharu za wspólną walkę. Gratuluję Zedowi wygranej, Kamilowi zdanego testu a Kuglarzowi dojścia do półfinału w swoim pierwszym starcie w PMM.

Widzimy się za rok!

Na koniec anegdota

W czasie trwania eliminacyjnej sesji przerwałem na chwilę narrację, aby ustawić inną muzykę i zrobić dramatyczną pauzę między częściami sesji (to był moment przejścia do świata snów). Jeden z graczy nachylił się do mnie i cicho, tak aby nie słyszał tego sędzia, powiedział: „jedź dalej, jest super”, myśląc pewnie, że się zawiesiłem z nerwów. Dziękuję :D

Viva San Escobar!

Drogi czytelniku! Jeśli jakimś cudem ominął Cię w Internetach fenomen San Escobar, to pozwól, że krótko scharakteryzuję sytuację. W całej sprawie chodziło o pomyłkę polskiego Ministra Spraw Zagranicznych, który powiedział w wywiadzie, że spotkał się z ministrami San Escobar. Taki kraj oczywiście nie istnieje, ale Internet bardzo szybko podchwycił pomyłkę ministra i ludzie zaczęli San Escobar tworzyć. Powstała waluta, flaga, a nawet dość szczegółowa mapa. Pomysł, aby o losach obywateli San Escobar poprowadzić sesję RPG, ukradłem. To znaczy, widziałem, jak ktoś o tym pisał, na jakiejś erpegowej grupce. To, co jednak zostało katalizatorem dla tego pomysłu to gra Just Cause 3 – sandbox-owa gra akcji o obalaniu dyktatorów na jakichś tropikalnych wysepkach z użyciem ciężkiego sprzętu i dynamitu. Z połączenia San Escobar i Just Cause powstał pomysł na sesję. Rebeliancki sandbox o ruchu oporu, który przeciwstawia się okrutnemu dyktatorowi, którego dość przewrotnie i żartobliwie nazwałem El Bobo. Czytaj dalej Viva San Escobar!

Fate – nieznane rewiry

Od paru lat prowadzę sesje na mechanice Fate Core i możnaby pomyśleć, że po takim czasie system będę znał już całkiem dobrze. Ale nie, nie znam. Fate jest prostą mechaniką, ale jej prostota sprawia właśnie, że mam tendencje do redukowania jej jeszcze bardziej. Z tego powodu niedawno zacząłem nową kampanię w Fate Core, w której chcę wypróbować wszystko co oferuje ten system i spróbować w jak największym stopniu stosować wszystkie pomijane dotąd zasady. Czytaj dalej Fate – nieznane rewiry

Wciągnięci w sesję

Zaangażowanie graczy. Duży i ważny temat bo przecież każdy MG chciałby, żeby jego gracze siedzieli na sesji wciągnięci w przygodę i słuchali uważnie każdego słowa. Rzecz tak istotna i zdawałoby się tak bardzo niezależna od MG. Ale czy na pewno? W końcu to my, mistrzowie gry, tworzymy sesję, opowiadamy i opisujemy cały ten świat, w którym postacie graczy żyją i działają. Bardzo łatwo można zrzucić winę na graczy za złą sesję, ale to nie jest tak, że na ich zaangażowanie nie mamy wpływu. Czytaj dalej Wciągnięci w sesję

Legenda Baldur’s Gate

Dzisiaj chciałbym opowiedzieć Wam o grze, która nie tylko wprowadziła mnie w świat gier fabularnych, ale również na długo ustaliła moje erpegowe gusta. Ze wszystkich komputerowych erpegów to właśnie Baldur’s Gate, a konkretnie jego druga część, stał się dla mnie synonimem dobrego komputerowego erpega a detronizuje go dopiero Wiedźmin 3. Oczywiście wielki wpływ ma na to nostalgia i fakt, że nie grywałem w zbyt wiele innych erpegów komputerowych. Wiem jednak, że nie tylko dla mnie ta marka jest tak znacząca. Świadczy o tym chociażby fakt, że każdy kolejny wydawany erpeg, który nie był tragiczny, od razu nazywany był przez marketingowców „następcą Baldur’s Gate”. Nie wspominając już o fenomenie Pillars of Eternity i Baldur’s Gate Enhanced Edition.

Czytaj dalej Legenda Baldur’s Gate

Jak nie robić konwersji systemu

Tak to już jest na tym blogu, że czasem napiszę o czymś, co mi się udało żebyście mogli spróbować tego u siebie, a czasem opiszę porażkę, żebyście nie musieli tego wypróbowywać. Tak jest w tym przypadku.

Moje erpegowe początki wiążą się z systemem spod znaku Czarodziejów z Wybrzeża, dlatego do dziś sporym sentymentem darzę dedki i światy, które do nich powstały. Nie darzę tym sentymentem natomiast mechaniki dedeków, która trzyma mnie na bezpieczny dystans. Próbowałem go pokonać. Kilkukrotnie. Za każdym razem źle.

Czytaj dalej Jak nie robić konwersji systemu