Erpegowe piosenki

Gdy Bartek z organizacji tegorocznego Coperniconu zapytał mnie czy mam zamiar przyjechać z jakimś programem, postanowiłem poprowadzić punkt, którego nie robiłem dotąd na żadnym konwencie (nie licząc Działkonu). Wiedziałem, że za dużo programu nie chcę robić, ze względu na odbywający się na konwencie PMM, wolałem też zgłosić coś bardziej lajtowego. Więc zgłosiłem. Bo widzicie, od jakiegoś czasu (ostatnio już coraz rzadziej) w moim mieszkaniu odbywały się spotkania pod kryptonimem „Śpiewaj z nami”, na których razem ze znajomymi śpiewałem i grałem różne piosenki. Na potrzeby tych spotkań powstało również kilka przeróbek piosenek, przeróbek o tematyce nerdowsko-erpegowej. Postanowiłem skorzystać z tej bazy tekstów, przejrzeć je, poprawić, dodać coś jeszcze i zaśpiewać to na Coperniconie szerszej publiczności. Tak powstał właśnie mój punkt programu – „Erpegowe piosenki”. Czytaj dalej Erpegowe piosenki

Puchar Mistrza Mistrzów – Fail To Win

Druga część mojej relacji z Coperniconu. Tutaj znajduje się pierwsza, ogólna część. Kto obserwuje mojego bloga i fanpage albo kto gra w moich sesjach, ten wie, że w tym roku bardzo nastawiałem się na udział w PMM-ie. Wysyłałem graczom ankiety, prowadziłem trzy sesje z rzędu tego samego dnia, żeby sprawdzić, czy dam radę, ale też dużo czytałem o tym, jak robić lepsze sesje. Innymi słowy, byłem skazany na sukces. Musiało się udać. No i oczywiście się nie udało.

Przygotowanie

Ponieważ w swojej głowie nie dopuszczałem takiej możliwości, że poprowadzę tylko jedną sesję, to oczywiście przygotowałem sobie pomysły na każdą z faz turnieju. Same pomysły. Początkowo chciałem usiąść nad tym wcześniej i dopracować te sesje idealnie, ale ostatecznie nie zrobiłem tego, za to wybrałem takie konwencje, w których prowadziłem dużo (z wyjątkiem „Cthulhu Dark”) i w razie potrzeby będę mógł użyć elementów z poprzednich sesji. Plan był taki:

  • Eliminacje: fantasy na „Fate Core” — tego typu sesji prowadziłem dużo na konwentach. Bez wyraźnie zaznaczonego świata, po prostu wrzucając graczy w jakieś królestwo borykające się z problemem, który tylko mężni bohaterowie będą w stanie rozwiązać.
  • Półfinał: „Kiedy Rozum Śpi” — ten system poznałem niedawno, ale prowadziłem w nim już wiele sesji, nie ograniczając się tylko do przedstawionej w podręczniku krainy Szalonego Miasta. Właściwie, to nigdy nie prowadziłem w Szalonym Mieście. Mam kilka własnych settingów.
  • Finał: „Cthulhu Dark” — ostatnio pisałem o nim notkę blogową. Rady odnośnie do tworzenia i prowadzenia scenariuszy, zawarte w nowej edycji tej gry, są naprawdę dobre i pozwalają na tworzenie niezapomnianych sesji, a przy tym planowanie rozgrywki nie trwa długo.

Moje plany musiałem zrewidować niemal od razu. Okazało się bowiem, że eliminacje odbędą się w nocy a półfinał w dzień. Poprowadziłem więc „Kiedy Rozum Śpi”. Do sesji przygotowałem się w pociągu, jadąc na konwent. O tym, dlaczego poszło mi to tak sprawnie, napiszę jeszcze osobny wpis, ale przygotowałem dużo materiałów — lokacje, postacie, bohaterów, a nawet playlisty z muzyką. Dużo więcej bym nie zrobił, siedząc nad sesją w domu przy biurku. Nie miałem co prawda żadnych rekwizytów, ale i tak używam ich na moich sesjach bardzo rzadko.

Organizacja

Powiedzieć, że tegoroczny PMM wywołał wiele dyskusji to jakby nic nie powiedzieć. Jak erpegowy Internet długi i szerogi, ludzie zaczęli mówić o PMM. Głównie o tym, co można zrobić w nim lepiej. Powstał nawet dokument online do zbierania rozmaitych sugestii. Tegoroczny Puchar miał kilka słabych stron, ale najgorzej mieli sędziowie, którzy snu zażywali wyjątkowo sporadycznie. Zwyczajna dla PMM otoczka chaosu i lekkiej dezorganizacji w tym roku wyjątkowo nabrała na sile i zabolała wszystkich, nie tylko sędziów. Na przykład ja i Zefir dostaliśmy w Eliminacjach tę samą salę. Nie było za bardzo innych miejsc, więc najpierw dostałem kilka stołów na korytarzu, a potem dopiero przenieśli mnie do szatni w budynku obok (podlinkowane zdjęcie nie przedstawia sesji PMM, ale odbyła się ona w podobnych okolicznościach). Warunki trochę lepsze niż korytarzowe, ale niedaleko sesję prowadził Jaxa, którego na mojej sesji można było od czasu do czasu usłyszeć. Gdy w końcu znaleźli się gracze, to z 19:00 (czyli godziny rozpoczęcia eliminacji) zrobiła się 20:30.

Eliminacje

Jak już wspomniałem wcześniej, poprowadziłem sesję w „Kiedy Rozum Śpi”. Zażyczyłem sobie trójki graczy płci dowolnej i takowych dostałem. Pozostało tylko rozdać postacie, wytłumaczyć mechanikę i jazda! Nie chcę za dużo opisywać z eliminacyjnej sesji, bo zamierzam ją jeszcze dopracować według sugestii sędziów i poprowadzić jeszcze raz w najbliższym czasie. Mogę natomiast powiedzieć, że byłem bardzo zestresowany. Częściowo pewnie ze względu na problemy związane z salą, bo w pewnym momencie tego zamieszania miałem ochotę na to, żeby olać cały ten PMM i spotkać się gdzieś ze znajomymi. Na pewno jednak dużo bardziej denerwowałem się ze względu na poczynione przygotowania. Większość moich erpegowych znajomych z Wrocławia wiedziała o tym, że startuję, pisałem o tym na blogu. Byłoby głupio, gdybym nie dostał się choćby do półfinału, nie? Czułem wiszącą nade mną konieczność, oczekiwania, poprzeczkę, którą sam postawiłem bardzo wysoko. I to mnie zgubiło. Sam stres, choć w oczywisty sposób przełożył się na spadek jakości sesji, pewnie jeszcze nie zdyskwalifikowałby mnie, ale moja sesja miała jeszcze jeden spory minus. Jeden z graczy był bardzo aktywny i bardzo kradł spotlight na sesji, a nawet czasem wcinał się w moją narrację. Skupiłem się na tym, aby bardziej wciągnąć do gry pozostałych graczy, ale powinienem był też przyhamować zbyt aktywnego. Prowadząc, nie zwróciłem uwagi na to, że dałem sobie wejść na głowę, ale stres chyba zrobił swoje.

Wyniki

Po sesji eliminacyjnej stres wcale nie odpuszczał. Trzymał mnie, dopóki nie dowiedziałem się, że nie jestem w półfinale. Wiedziałem, że zrobiłem dużo błędów, ale miałem też świadomość, że sesja poszła mi całkiem dobrze i nie wiedziałem jeszcze wtedy czy moje błędy będą na tyle poważne, aby zamknąć dla mnie drzwi do półfinału. Gdy byłem sędzią w zeszłym roku, to nawet do finałowych i półfinałowych sesji mieliśmy dużo uwag, bo w lepiej poprowadzonych grach można po prostu zobaczyć więcej błędów. Gdy sesja jest totalnie zła to ciężko powiedzieć coś więcej oprócz paru ogólnych wskazówek. Nie byłem pewien, jak mi poszło i przez całą noc budziłem się co chwila, bo sędziowie mieli wysłać półfinalistom sms, jak tylko padnie decyzja o zakwalifikowaniu kogoś do półfinału. Teraz myślę, że to, że nie włączyłem sobie na noc trybu samolotowego, żeby spać spokojnie, było koszmarnie głupim pomysłem. Bo nawet gdybym miał wziąć udział w półfinale, to nieprzespana noc położyłaby mnie jak nic. Wiem, bo gdy w sobotnie popołudnie grałem w sesji u Squida, to zasnąłem na niej. A nie siedzieliśmy tam w wygodnych fotelach.

Feedback

Wszyscy, którzy na którymś etapie odpadają z Pucharu, otrzymują feedback od sędziów. Każdy uczestnik ma swojego „duszka” – sędziego, który zbiera od wszystkich feedback dotyczący tylko jego sesji. W moim przypadku był to Miłosz, ale poprosiłem również Wojtka, aby powiedział, co on sądzi o mojej sesji. Wstępny feedback, zaraz po ogłoszeniu wyników eliminacji wyciągnąłem z kolei od Andrzeja. Informacje, które usłyszałem, częściowo się pokrywały — stres, nieupilnowanie nadaktywnego gracza, od Wojtka usłyszałem, że jest postęp w porównaniu do mojego poprzedniego startu w PMM a lista rzeczy do poprawy (nie licząc stresu i lepszego opanowania graczy) zawierała konkrety, które pozwolą mi przejść z prowadzenia dobrych sesji na prowadzenie świetnych. Większość rad dotyczyła opisów — innych zmysłów, szczegółów czy dostosowywania opisów do konwencji. Otrzymałem również pochwały, które dotyczyły fajnych pomysłów, elastyczności, grania ciałem, mimiką i głosem. Wiem zatem, co muszę zrobić, aby za rok było lepiej i już dziś mówię wam, że zamierzam to poprawić i wziąć udział w kolejnej edycji. Strzeż się Zed, za rok widzimy się w finale! :)

Podziękowania

Chciałbym z tego miejsca podziękować różnym ludziom, bez których mój tegoroczny udział w PMM nie udałby się tak dobrze.

  • Moim graczom i erpegowym znajomym, którzy pomogli mi w przygotowaniach. Pomogli: wypełniając ankiety, dajac mi feedback po sesjach, po prostu grając u mnie.
  • Organizatorom Coperniconu i Pucharu Mistrza Mistrzów, dzięki którym Puchar się odbył i trwał mimo przeciwności losu.
  • Moim graczom z sesji eliminacyjnej za ich dobre pomysły i zaangażowanie (miejscami zbyt wielkie :P) oraz miłą atmosferę na sesji
  • Wszystkim sędziom PMM za ich heroiczną postawę i znoszenie tortur bezsenności ku chwale RPG!
  • Uczestnikom tegorocznego Pucharu za wspólną walkę. Gratuluję Zedowi wygranej, Kamilowi zdanego testu a Kuglarzowi dojścia do półfinału w swoim pierwszym starcie w PMM.

Widzimy się za rok!

Na koniec anegdota

W czasie trwania eliminacyjnej sesji przerwałem na chwilę narrację, aby ustawić inną muzykę i zrobić dramatyczną pauzę między częściami sesji (to był moment przejścia do świata snów). Jeden z graczy nachylił się do mnie i cicho, tak aby nie słyszał tego sędzia, powiedział: „jedź dalej, jest super”, myśląc pewnie, że się zawiesiłem z nerwów. Dziękuję :D

Toruń w Coperniconie!

W ostatni weekend miałem przyjemność odwiedzić Copernicon — konwent organizowany w Toruniu, na którym staram się przyjechać co roku ze względu na bogaty program RPG i przepiękną starówkę w Toruniu, którą przy okazji konwentu można podziwiać. W tym roku Copernicon jak zwykle mnie zaskoczył. Nie udało się osiągnąć niektórych celów i zrealizować planów, ale to, co się działo dało mi siłę, aby dalej zajmować się tym pasjonującym hobby, jakim jest RPG. Ponieważ wrażeń jest dużo, to relacja z konwentu zajmie mi kilka postów. Postaram się, aby wszystkie one pojawiły się w Internecie w tym tygodniu, więc nadstawiajcie ucha. A teraz wrażenia ogólne. Czytaj dalej Toruń w Coperniconie!

Copernicon

We wrześniu jak zwykle miałem dylemat – Copernicon czy Bachanalia Fantastyczne? W tym roku wybrałem ten pierwszy bo dawno nie byłem w Toruniu i trochę stęskniłem się za Miastem Kopernika. Wyprawa daleka, więc wyjechałem już w piątek rano a wróciłem późnym wieczorem w niedzielę. Wyruszałem na Copernicon bez oczekiwań. Liczyłem na to, że pogram ze Squidem z Suburbię albo Splendora i potrolluję erpegowe prelekcje. Udało się zrobić dużo więcej.

Czytaj dalej Copernicon