Copernicon 2018: RPG Overload!

Zastanawiacie się może, jak tam minął tegoroczny Copernicon? No więc, jeśli Was nie było, to macie czego żałować, oj macie. No chyba, że ktoś nie lubi, dajmy na to, sesji rpg?

Gdy jakiś miesiąc temu dostałem wiadomość od Michała o tym, że Copernicon już gotowy, jest program i trzeba promować, to gdzieś tam mi się przemknęła wiadomość, że na konwencie będzie ponad 100 sesji rpg. Liczba była imponująca, ale jakoś nie zapadła mi w pamięć. Potem już nie byłem pewien, czy chodziło o sto sesji, czy sto godzin sesji. W każdym razie dużo. Ten ogrom jednak oderzył mnie dopiero na samym Coperniconie, gdy zobaczyłem tabelkę programową, a tam to:<

Robi wrażenie. Nadmienię tylko, że nie były to wszystkie sesje. Przez cały konwent działała Liga Poszukiwaczy Przygód i stoisko wydawnictwa Black Monk, gdzie też można było zagrać sesje, ale organizowane ad hoc. Krótko mówiąc, sprawę tytułu notki uważam za wyjaśnioną.

Copernicon był jednak specjalny nie tylko ze względu na 100 sesji. Był specjalny dla mnie osobiście. W sobotę o 20 miałem bowiem zagrać swój pierwszy w życiu koncert erpegowych piosenek. W popularnej knajpie konwentowej, gdzie na bank będzie dużo ludzi. I było. Trzeba było opóźnić koncert o godzinę, aby ludzie zdąrzyli przyjść z różnych atrakcji konwentowych (sobotni wieczór to wszak konwentowy prime time i na pewno wiele się wtedy działo). Jednakże, gdy już zaczęliśmy koncert (mówię w liczbie mnogiej po część piosenek grałem z pomocą toruńskich muzyków, stałych bywalców Hipisówki), to „była moc” :)

Zastanawiacie się pewnie, jak to wyglądało z mojej strony? No cóż, po to człowiek pisze bloga, aby przelać na niego również swoje prywatne wrażenia. W czasie koncertu byłem w tym dziwnym stanie, że nie czułem się bardzo zestresowany, ale z jakiegoś powodu myliłem się w grze i słowach dużo częściej niż grając w domu, bez publiczności. Krótko mówiąc, stres gdzieś tam siedział, ale utrzymałem go na wodzy. Początkowo przejmowałem się trochę pomyłkami albo tym, że miejscami wrzeszczałem bo nie słyszałem własnego głosu (rankiem po koncercie mogłem zaledwie szeptać), ale właściwie liczył się sukces piosenek, technikalia zawsze można poprawić.

Po koncercie byłem tak wymaglowany (w końcu jeszcze przed nim były 3h prób), że po dłuższej chwili zmyłem się po angielsku chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza i ciszy. A potem nagle nadeszła senność i zebrałem się do hostelu. Patrząc na zdjęcia i relacje z koncertu widzę, że nie wyglądałem jak ktoś, kto się dobrze bawi. Cały czas miałem taki resting bitch face, ale tak już niestety mam. Koncentrowanie się na graniu, śpiewaniu i niepatrzeniu sobie pod nogi to dość dużo. Może kiedyś opanuję jeszcze uśmiech :) Możecie być jednak pewni, że następnego dnia, mimo dramatycznie szwankującego głosu, byłem bardzo zadowolony z tego, co wydarzyło się w sobotni wieczór. To był niezaprzeczalny sukces i wskazówka, że warto iść w tym kierunku. No więc idę… Następny koncert, we wrocławskiej Awarii Prądu, (prawdopodobnie) już w październiku! Zapraszam. Info będzie na Facebooku.

No to jeszcze część erpegowa i do domu, nie? :) Jeśli chodzi o prelekcje erpegowe na tegorocznym Coperniconie, to mam z nimi pewien problem. Nie było ich mało, było sporo ciekawych, ale czasami nie mogłem znaleźć czegoś dla siebie albo wychodziłem z prelekcji po krótkiej chwili, spodziewając się tego, do jakich wniosków ona prowadzi. Jest to rzecz zupełnie subiektywna, nic nie poradzę. Dla równowagi jednak – były na tym konwencie prelekcje, które swoim poziomem wychodziły wysoko powyżej oczekiwań szarego pochłaniacza erpegowego programu. Cieszę się, że mogłem w nich uczestniczyć, choć z pozoru nie zapowiadały się na tak dobre.

Gracz, czyli kto? – prelekcja z warsztatami Karol „CellarDorr” Klucznik

Z pozoru temat wyświechtany i gwarantujący +20 obecnych na sali, ale w tym przypadku jakoś nie. Było trochę teorii, dużo praktyki (to właściwie takie prelekcjo-warsztaty). Wnioski Cellara odnośnie rozwoju graczy były zbieżne z moimi przypuszczeniami (szczególnie po ostatniej kampanii w D&D). Można się z tym zgadzać lub nie zgadzać, ale w mainstreamowych erpegach umiejętność gracza (nie postaci) do współpracy jest rzeczywiście chodliwym towarem. Cechą z rodzaju tych, których częściej szukamy u innych :)

O filmowym prowadzeniu gier fabularnych Konrad „Harry” Mrozik

Kolejna prelekcja, która z tytułu jest pozornie o wszystkim i o niczym. Wszak o filmowości na sesjach powiedziano już tyle w Savage Worlds i Wolsungach, że temat wydaje się być oklepany, nawet w jesiennogawędowej Polsce. A tu nie. Gdy tylko padły słowa o tym, że Harry rzeczywiście z filmem ma wspólnego coś więcej niż tylko subskrypcję na Netfliksie (tzn. był w szkole filmowej), to wiedziałem, że to nie będzie prelekcja o niczym. I nie była. Pojawiły się konkretne przykłady na to jak techniki filmowe wykorzystywać na sesjach. Tłumaczenie pracy kamery na opis mistrza gry, liczne przykłady opisów. Harry, nie wiem czy zauważyłeś, ale jak mówiłeś przykład opisu to cała sala milkła. Wow. Muszę kiedyś u Ciebie zagrać.

O feedbacku [zGRAJmy się!] Patrycja “Dziczka” Olchowy

Na tę prelekcję przyszedłem potrollować. Wiem jak różni ludzie w fandomie mówią o feedbacku (kanapka to nie feedback!) i prelekcja prowadzona przez Patrycję nie tylko była zgodna z moim pojmowaniem tej techniki, ale dowiedziałem się również paru nowych rzeczy :) Powiedziałem to po prelekcji i napiszę to tutaj jeszcze raz – to ważna i potrzebna prelekcja i powinna być taka na każdym konwencie! Niech się ludzie w końcu oduczą myślenia, że hejt to feedback.

Leniwy MG, czyli jak stworzyć scenariusz w mniej niż 10min Bartosz „Baldwin” Król

Jako leniwy mistrz gry postanowiłem wybrać się na tą prelekcję i … tak, zgadliście. Potrollować. No i znów nie miałem jak :) Baldwin przedstawił prawie wszystko o czym już słyszałem i dołożył jeszcze trochę. Widać, że mocno przykłada się do tego, aby szybko przygotowywać sesje. Można by powiedzieć, że w swojej leniwości jest bardziej gorliwy ode mnie :) Sporo zaprezentowanych technik pochodziło co prawda z gier PBTA, ale był tak fajnie opracowanych i przedstawionych, że można ich użyć od razu, bez zapoznawania się z ich źrodłami. I za to duży plus.

W innym życiu dalibyśmy radę Szymon „Sargos” Bojarski, Wojciech „Draconiveyo” Pypkowski

Po tej prelekcji zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Wybrałem ją drogą eliminacji. Była niedziela a ja jeszcze nie chciałem uciekać z konwentu na pociąg ani snuć się bez celu po mieście. I tym razem czekało mnie niezłe zaskoczenie. Chłopaki przedstawili układ współrzędnych, który powstał na bazie określenia grimdark. jedna oś to grim-noble, druga dark-bright. Resztę prelekcji stanowiły próby zaklasyfikowania systemów w różnych kategoriach albo wymyślenie, jak w danej kategorii wyglądałaby jakaś sytuacja. Co wyniosłem z tego, to klasyfikację, w której elementy jednego gatunku maja jakieś wspólne części. Pozwala to zarówno lepiej zrozumieć niektóre systemy,  ale również świadomie bawić się zmianą konwencji. Może i na tej prelekcji nie objawiono mi jakiejś wielkiej i strasznie ważnej mądrości, ale jednak czuję, że ta wiedza przyda mi się w wielu sytuacjach.

Scenariusze erpegowe: pisz sobą! Marek Golonka

Prelekcja o pisaniu scenariuszy, na jaką czekałem. Marek zaczął od ciekawej tezy (którą podzielam), że jakichkolwiek byś nie miał talentów, na pewno przydadzą się one w erpegach. Albo (tutaj) do pisania scenariuszy. Dzięki tej prelekcji wiem już, że mój scenariusz nie musi być kilkudziesięciustronicowym opowiadaniem, a forma np. mapy myśli też jest akcpetowalna. Musi być tylko na tyle dobrze zrobiona, aby dało się ją wygodnie czytać. Wspaniała wiadomość, czas spisać jakiś scenariusz! :)

Jak co roku na Coperniconie, inne punkty programu mnie ominęły, Chociaż to właściwie ja omijałem je szerokim łukiem, nie chcąc opuścić budynku, w którym odbywał się erpegowy program. Warto by wspomnieć o tym, jak poradziły sobie moje własne punkty, ale po tym pokazie nieskromności, który dałem pisząc o koncercie, wspomnę tylko, że na prelekcji o Fejcie nie miałem zbyt dużej publiki (choć mimo to udało się nawiązać pewną dyskusję) a następująca po niej sesja podobała się graczom a według mnie, na początku trochę za mało się działo.

Na podsumowanie – Copernicon polecam każdemu. Mnóstwo sesji, mnóstwo prelekcji i, co najważniejsze, mnóstwo ciekawych, zdolnych i doświadczonych ludzi, od których można czerpać wiedzę pełnymi garściami i wzbogacać swoje własne doświadczenia erpegowe.  Mi zawsze na Coperniconie coś się przestawia w mózgu i inspiracje nadchodzą do mnie z różnych dziwnych stron i w dużych ilościach (przykład poniżej).

Ciężko mi to przychodzi, ale przyznaję, że potrzebuję jakiejś odmiany. Fate jest cudowny i wciąż mam ochotę w niego grać, ale przestałem w międzyczasie poznawać inne systemy i chociaż gram z różnymi ludźmi i w bardzo różne rzeczy, to jednak fatecorowa piwnica jest we mnie silna. I właśnie konwent taki jak Copernicon jest fajnym miejscem, aby sobie to uzmysłowić. Słuchając opowieści o tym, że są inne systemy, inne sesje, i że (cytując poetę) „jest inny glob, o którym wiesz tylko tyle, ile powiedziała ci twoja fantazja”.