Szok i niedowierzanie

Witajcie! Jak pewnie wiecie (lub nie) organizuję we Wrocławiu regularne spotkania dla mistrzów gry. Spotkania te odbywają się w co drugi wtorek od października do czerwca i właśnie w ubiegły wtorek odbyło się ostatnie w tym sezonie. Postanowiliśmy wziąć na warsztat horror a ja nie przygotowałem się do prowadzenia spotkania i zaproponowałem format swobodnego zadawania pytań i próby wspólnej odpowiedzi na nie. Sprawdziło się to bardzo dobrze i w następnym sezonie pójdziemy bardziej w tą stronę, aby dać ludziom jeszcze więcej przestrzeni do pytań i dawania rad. Ale ja nie o tym.

W czasie spotkania zrozumiałem, że moje pojęcie sesji grozy może znacząco odbiegać od tego, jak postrzegają ją inni. Na przykład. Nie potrafię utrzymać atmosfery tajemnicy i niesamowitości oraz wręcz szafuję szokującymi zwrotami akcji. Niby cyrkowy iluzjonista unoszę kotarę, aby pokazać, że to co myśleli gracze jest wielkim błędem. I bardzo dobrze działa to na sesjach tajemnicy. A nie koniecznie w horrorze. Tak, to nie to samo.

W próbie autorefleksji na temat tej skłonności sięgnąłem pamięcią do czasów sesji forumowych. Prowadziłem ich sporo. Jedną skończyłem. Niezależnie od tego, wszystkie one miały wspólną cechę. Budowałem tajemnicę dość na ślepo i dopiero po jakimś czasie siliłem się na zszycie grubymi nićmi kulawej logiki mojego potwora Frankensteina fabuły. Na sesjach forumowych wychodziło to całkiem zgrabnie bo miałem sporo czasu między postami. Na sesjach na żywo nie mam.

Na sesjach na żywo muszę reagować i wydzielać tą fabułę na miarę potrzeb graczy. Bywa, że planuję sobie jakiegoś ciekawego npc albo scenę na koniec przygody, ale nie planuję środka i potem w czasie sesji, w przypływie twórczego lenistwa, biorę ten wymuskany finał i wkładam go gdzieś w środek przygody zakładając na siebie kajdany konieczności wymyślenia nowego finału. Jeszcze „mocniejszego”.

Do tego dochodzi jeszcze mój długi jęzor. Strasznie trudno mi utrzymać tajemnicę przed graczami. Wewnętrznie zwijam się z radości, gdy widzę jak grzęzną w przygotowane przeze mnie bagno, i z bólu, gdy wiem, że nie poznają powodów swoich tarapatów jeszcze przez długi czas. Jestem szołmenem i atencyjną dziwką. Lubię mówić „haHA!” i wyciągać z kapelusza absurdalne rozwiązanie całej fabuły, od którego wszystkim opadną szczęki.

Brnąc w to dalej, to czasem nawet nie jest to żadne wyjaśnienie. Kilkukrotnie bywało, że kończyłem finał kampanii dupnięciem, które zupełnie zmieniało jej charakter. W Deadlands okazało się, że Dziwny Zachód jest Matriksem, w kampanii w Planescape umierający bóg ostatnim życzeniem wysłał graczy w przeszłość. Ostatnie słowo należy do mnie. Ale nie dlatego, że muszę „wygrać”. Dlatego, że muszę zszokować, zaskoczyć graczy. Sprawić, że będą to pamiętać.

Problem w tym, że to tak nie działa. Zaskakujące rozwiązanie finału ma sens tylko wtedy gdy cokolwiek mogło wskazywać wcześniej na taki obrót sprawy. Grałem ostatnio w grę Deadlight, gdzie jest pewien element nie pasujący do reszty fabuły, który potem okazuje się zupełnie zmieniać sposób w jaki patrzymy na bohatera. Gra kończy się mindfuckiem, ale jest to spodziewany mindfuck. Nie wiemy co, ale coś tam jest nie tak. Jesteśmy delikatnie naprowadzani. I to jest piękne bo gdy gra się kończy można powiedzieć sobie „tak, teraz to wszystko ma sens!” i zapamiętać ten piękny sposób oszukania naszych mózgów.

Gdy zastanawiam się, jak sobie z tym poradzić na gruncie sesji RPG jestem bezradny. Muszę się nauczyć planować takie rzeczy. Bo czasem coś takiego może wyjść samo, ale zwykle nie wychodzi. Niezależnie od tego, co ludzie myślą o byciu mistrzem gry, to nasze mózgi to nie komputery. Nie możemy na raz pilnować wszystkiego. Potrzebujemy przygotowań, schematów, przypominajek albo doświadczenia, które kieruje naszym prowadzeniem i pamięta za nas co należy zrobić. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie.

Podsumowując, problemy są dwa: jak prowadzić horror i jak dobrze poprowadzić tajemnicę, aby jej ujawnienie graczom nie było pustym gestem sztukmistrza, ale rzeczywiście wynikało z fabuły sesji? Jeśli macie jakieś rady w tej kwestii albo macie godne polecenia artykuły, to chętnie je przyjmę. PMM nadchodzi…