Pociąg odjechał

Witajcie! Dzisiaj na blogu obiecana relacja z sesji, którą poprowadziłem wspólnie z Witkiem „Squidem” Krawczykiem. Usiądźcie więc wygodnie i przygotujcie bileciki do kontroli, bo oto wjeżdża Pociąg.

Legendarny scenariusz

„Pociąg” Piotra Odolińskiego (przy okazji — w treści notki są lekkie spoilery!) to wśród moich znajomych scenariusz legendarny. Kiedyś, dawno temu, mój znajomy Konstanty znalazł go gdzieś w internetach i poprowadził grupie, w której i ja wtedy grałem. Byłem zachwycony. Wiele postaci, różne motywacje, stronnictwa, magiczny świat. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że o ile w moich sesjach w D&D inspirowałem się grą „Baldur’s Gate”, to moje zainteresowanie WoDem zostało rozbudzone głównie dzięki „Pociągowi”.
Co się działo dalej? Gdy tylko pojawiali się nowi ludzie, którzy jeszcze nie znali tego scenariusza, to Konstanty zbierał ich i prowadził im go. Była nawet jedna taka sesja, na której mistrzów gry było więcej niż graczy, ponieważ poprzedni grający przyszli na nią, żeby odgrywać różne postacie niezależne, które w tym scenariuszu są liczne i bardzo charakterystyczne.

Własne próby

Na przestrzeni lat miałem różne podejścia do prowadzenia albo adaptacji tego scenariusza. Raz poprowadziłem sesję o dalszych losach bohaterów, ale wyszła tak sobie. Na jednym z Khakonów próbowałem poprowadzić „Pociąg”, ale zwyczajnie zabrakło nam czasu. To ewidentnie nie jest scenariusz na jedną sesję, nawet gdy gra się z doświadczonymi erpegowcami.
W końcu jednak „Pociąg” zaczął przesuwać się w mojej pamięci w strefę zapomnienia. Parę razy przeglądałem karty scenariusza przy okazji porządków w erpegowych segregatorach, ale było to już raczej miłe wspomnienie z przeszłości. Trudno powiedzieć, czy mój udany scenariusz do „Kiedy Rozum Śpi” (kiedyś w końcu go spiszę) z wiszącą pośrodku nicości linią kolejową biegnącą wokół tajemniczego zamczyska był inspirowany „Pociągiem”. Pewnie tak, ale było to raczej odniesienie niż kopiowanie.

Quentin

Skoro już mowa o scenariuszach. „Pociąg” zdobył główną nagrodę na jednej z edycji Quentina. A gdy Witek wygrał ten konkurs w zeszłym roku i został członkiem kapituły konkursu, postanowił przyczynić się promocji. Zarówno promocji samego konkursu, jak i prac do niego zgłoszonych, często bardzo dobrych, często zupełnie nieznanych. Przypomniałem sobie wtedy o „Pociągu” i zaproponowałem, że moglibyśmy go poprowadzić we dwóch. Sprawa jest prosta. Dużo enpeców, które może przejąć jeden z MG oraz dużo zależności i trochę mechaniki, które może przejąć drugi.

Przygotowanie

Pokazałbym Wam mapę myśli, którą stworzyłem ze scenariusza, ale przez przypadek usunąłem ją z dysku. Przygotowania były długie i żmudne. Jeśli liczyć połączone wysiłki moje i Witka to wyjdzie kilkakrotnie więcej godzin niż trwała sesja. A przecież operowaliśmy na gotowym materiale!
Zanim usunąłem mapę myśli, zdążyłem stworzyć z niej kartki z informacjami na temat lokacji, bohaterów, wątków czy różnych zasad.
Na Zjavie spotkaliśmy się, aby połączyć nasze moce i przygotować już konkretny plan działania. Żaden z nas nigdy nie prowadził sesji we dwóch, więc w gruncie rzeczy opieraliśmy się o przypuszczenia, zasłyszane pogłoski i domysły. I popełniliśmy przy tym kilka ważnych błędów.

Sesja

W tym momencie warto zaznaczyć, że niebagatelne znaczenie dla całkowitego wyniku miała pora. Mieliśmy prowadzić od 22 w sobotę do 3 rano w niedzielę. Wszyscy byliśmy zmęczeni i chyba tylko cukierki z kofeiną powstrzymały mnie od zaśnięcia. Sesja potrwała do godziny drugiej. W międzyczasie jeden z graczy zrezygnował z powodu choroby.
Z rozmów po sesji wynika, że to, co poprowadziliśmy, miało ręce i nogi. Był jakiś tam klimat, opisy, odgrywanie enpeców. Dla graczy nie była to więc sesja tragiczna. Dla nas — jak to fajnie ujął Witek — zaletą tej sesji było to, że wiemy już czego już nigdy nie robić.

Squid:
Najgorsza sesja ze wszystkich, jakie prowadziłem przez ostatnie dziesięć lat! Jest to, w pewnym sensie, achievement. Ale szkoda współmistrza gry i szkoda graczy, którzy wczuwali się i rozkręcali własne wątki na poziomie drużyny marzeń.

Błędy

No dobra, przejdźmy do tego, na co wszyscy czekają. Wspomnę tylko, że to nie jest żadne samobiczowanie. Po prostu próba wyciągnięcia wniosków i rad dla innych MG, którzy zdecydują się prowadzić w taki sposób.

Czas

Pora była zdecydowanie zbyt późna jak na tak skomplikowany scenariusz. Nasi gracze dzielnie dawali sobie radę, ale nawet po takich twardzielach jak oni pod koniec sesji widać było zmęczenie.

Scenariusz

Jak już wspomniałem — to długi i skomplikowany scenariusz. Zysk w czasie prowadzenia wynikający z podziału obowiązków był znikomy. To była wciąż przygoda na dwie albo nawet trzy sesje. Część elementów scenariusza nie została zupełnie poruszona, a nie były to rzeczy opcjonalne (np. cały wątek gry o wspomnienia).

Squid:
Jak to w śmiertelniczym WoDzie, całkiem normalne postacie graczy wpadają w Pociągu do świata duchów, magów i innych dziwadeł. Można to sprzedać dobrze, ba, grałem na paru sesjach u Radka, na których sprzedał to wyśmienicie. Jednak tym razem czułem, że z mrocznego obcego świata dryfujemy w stronę niezbyt śmiesznego kabaretu.

Podział obowiązków.

Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale zaproponowałem, że enpecami podzielimy się po połowie. Nie był to dobry pomysł. Z pozoru wydawał się sensowny, są sytuacje, gdy enpece rozmawiają ze sobą i dobrze by było, aby grały ich dwie osoby, ale to margines. Rozbicie na pół roli jednego mistrza gry było naszą najgorszą decyzją. Jeden z nas powinien tylko odgrywać enpeców, drugi tylko prowadzić. Na koniec sesji Witek zażartował, że przydałby się trzeci mistrz gry. Do synchronizacji między nami.

Dwurdzeniowy MG

Bywały momenty, gdy każdy z nas prowadził innej części graczy i to był zupełnie poroniony pomysł, bo synchronizacja była przez to jeszcze trudniejsza. Pół biedy z informacjami, ale przemijający czas też różnił się w różnych wątkach.

Squid:
Kiedy drużyna się rozdzielała, ja prowadziłem jednej połowie, a Radek drugiej. W teorii w ten sposób wszyscy gracze mieli cały czas coś do roboty. W praktyce nikt nikogo nie słuchał i chaos był taki, że odgrywaliśmy z Radkiem tego samego BN-a, rozmawiającego równocześnie z dwiema postaciami graczy.

Przygotowanie

Mój pomysł ze zrobieniem karteczek z opisami miejsc, npców i innych rzeczy wydawać mógł się genialny, ale było tego tyle, że ta kupa kartek na naszym stole tylko przeszkadzała i po chwili nie można było tam nic znaleźć. Dobrze, że każdy z nas miał dodatkowo wydrukowany egzemplarz scenariusza. Większość bałaganu zajmowały kartki o enpecach, więc lepszy podział obowiązków naprawiłby i ten problem, bo tylko jedna osoba musiałaby sobie radzić z tym chaosem i dałoby się to jakoś sensownie poukładać.

Squid:
Najtrudniejsze było szukanie informacji w scenariuszu. Gracz mówi, że wchodzi do obskurnego kibla, ja wiem, że w tym kiblu jest coś ukryte (bo Pociąg to w zasadzie dungeon, w którym coś ciekawego jest schowane w każdej komnacie, a raczej — w każdym przedziale). Ale co dokładnie — nie mam pojęcia, więc zaczynam przekopywać się przez przygodę. Kibel, niestety, jakby zapadł się pod ziemię.

Zakończenie

Przygoda skończyła się wcześniej, ale nie ucięliśmy jej jakoś na chama. Zrobił to za nas jeden z graczy (dziękujemy!), który kupił u Dilera (NPC) materiały wybuchowe i wysadził połowę pierwszego wagonu. Dalej wszystko potoczyło się samo. Zapytacie, dlaczego Diler mu sprzedał ten dynamit, dlaczego nie zareagował Frollo? Cóż, ja też już miałem tego dość.

Podsumowanie

To doświadczenie było bardzo pouczające. Nauczyłem się z niego, że nawet najlepszy scenariusz nie musi pasować do każdej sytuacji i choć sama adaptacja nie wyszła nam najlepiej, to w kwestii prowadzenia na dwóch MG mam pewną nadzieję na powtórkę. Mam jednak wrażenie, że gdy następnym razem będę prowadził wspólnie z drugim MG, to o wiele lepiej sprawdzi się albo ścisły rozdział obowiązków, albo improwizacja, w której nikt nie będzie się martwił tym, że coś, co sam wymyśli, nie zgra się z koncepcją scenariusza.
Podsumowując: do „Pociągu” nie czuję już (nomen omen) pociągu.

Squid:
To nie jest tak, że prowadzenie gotowych scenariuszy albo prowadzenie na dwóch mistrzów gry to zły pomysł. Z jednego i z drugiego może wyjść świetna sesja, i to bez przedłużania przygotowań, i tak czasochłonnych. Może tylko jedna osoba powinna mówić na raz. Może trzeba prowadzić ze skrótem przygody na 1-2 strony.
Pewnie kiedyś tego spróbujemy. Ale nie dziś i nie jutro! Najeździłem się Pociągiem i na razie wystarczy.

  • Marcin Segit

    Bardzo fajny i pouczający tekst.