Grałem w Warhammera…

Czas to wreszcie przyznać – grałem w Warhammera. Zdarzyło się. Nie prowadziłem nigdy, ale grać się zdarzało.

Święta wojna

Na forach internetowych szybko nastąpiła polaryzacja środowiska graczy na dedkowców i warhammerowców. Grałeś w D&D, to gardziłeś Warhammerem (i vice versa). Możliwe też, że hejy był tylko na niby i dla beki a tylko ja nabrałem się i myślałem o tym na poważnie. Jak by jednak nie było, przez długi czas nie chciałem mieć nic wspólnego z Warhammerem. Prowadziłem D&D i gardziłem jakimiś mrocznymi klimatami. I byłoby tak pewnie do dzisiaj, gdyby nie to, że wyszedłem z piwnicy i zacząłem grać z ludźmi spoza mojej ekipy z liceum.

Całe dwie sesje

Dokładnie tyle grałem w Warhammera. Dwie sesje. Miałem znajomego ze studiów, który miał zestaw umiejętności, który dotąd wydawał mi się czymś sprzecznym – dobrze znał D&D (czytał po nocach pirackie dodatki w pdfach), ale znał też dobrze Warhammera. To on pierwszy wytłumaczył mi o co chodzi z tym Młotkiem i poprowadził mi i kilku znajomym naszą pierwszę sesję. W tej chwili niewiele z tej sesji pamiętam – nawet tego kim grałem. Przypomina mi się tylko, że mieliśmy pomóc jakieś staruszce (jak w Dark Souls II :P). Chyba pojawiła się jakaś walka ze zwierzoludźmi, ale znajomy sam mówił, że to był taki lajtowy Warhammer. Na studiach również miałem innego znajomego, który bardzo jarał się Theatre of Tragedy, ale z tego co wiem, to na samym jaraniu się skończyło bo nie zagraliśmy w to nigdy, unikając tym samym owego … systemu.

Cienie Doliny Sedgemoor

Tak nazywał się Warhammerowy larp, w którym wziąłem udział. Był tam mały zgrzyt bo mistrzowie gry nie mieli chyba uzgodnionej ze sobą mechaniki i najpierw moja postać nie miała żadnych szans w walce a potem okazało się, że wymiata (gdy było już za późno). Nie mniej, było fajnie, poobserwowałem sobie zgraję mrocznych typów, z których każdy mocno udawał, że wcale nie gra mordercą/łowcą czarownic/demonologiem etc. :) To była dziwna zbieranina „bohaterów” jak na małą wioskę pośrodku niczego. Ten larp jednak w żaden sposób nie wpłynął na zmianę mojego stosunku do Warhammera. Larp jak larp i tyle.

Ćwierćłorchamery

Niektóre inne sesje, które grałem albo prowadziłem, również były na pewien sposób Warhammerowe. Bądź co bądź, ta nazwa jest definicją pewnej konwencji i czasem łatwiej powiedzieć, że „gramy w Młotka, ale …” niż dokładnie opisać konwencję, którą mamy na myśli. Nie mniej, z mechaniką Warhammera, od tych dwóch sesji w czasie studiów, nie miałem już do czynienia. Chciałem nawet kiedyś zagrać w Warhammera 3, ale akurat w tym samym czasie trwała moja sesja, więc się nie załapałem.

Podsumowanie

Jak widzicie, nie ma tego zbyt dużo. Kiedyś hejtowałem Warhammera za samo to, że nie jest D&D, później podjąłem pewną próbę zapoznania się z tym systemem i doszedłem do momentu, w którym nie miałem nic przeciwko niemu. Nie nienawidziłem go bardziej, ale też nie lubiłem bardziej, niż inne mało mi znane systemy. Ostatnio jednak wróciłem do hejtu na Warhammera. Nie doczepiam się jednak do mechaniki albo świata, bo nie czuję się na siłach, aby oceniać pod tym kątem ten znany przeze mnie bardzo pobieżnie system. Mam natomiast wrażenie, że wychowani na Warhammerze gracze często mają złe nawyki. Pytanie tylko czy gorsze niż Ci, którzy zaczynali od D&D, Zewu Cthulhu albo Świata Mroku? Z mojej perspektywy – jak najbardziej. Wiem, nie jestem tu obiektywny, ale hej! Hejt nigdy taki nie jest.