50 twarzy Cthulhu Dark

Spokojnie, nie będzie o BDSM…

Moja krótka kampania w Cthulhu Dark ma się ku końcowi. Ostatnio przeprowadziłem też eksperyment, polegający na poprowadzeniu Ravenlofta na CD i przebiegł bardzo pomyślnie. W związku z tym mam kilka przemyśleń odnośnie do gry Grahama Walmsleya, którymi chciałem się z Wami podzielić.

Rozwój postaci

Gdy po pierwszej sesji w mojej kampanii zapytałem graczy o uwagi i rzeczy, których im brakuje, to stwierdzili stanowczo, że brakuje im możliwości rozwoju i dookreślenia umiejętności postaci. Jak pewnie wiecie, mechanika systemu jest bardzo uboga — cała karta postaci to imię i nazwisko oraz zawód bohatera. Zastanawiałem się co z tym fantem zrobić, ale bez zmieniania systemu na Fate Core nie jestem w stanie nic poradzić. Ze względu na to, że mógłbym w ten sposób łatwo wypaczyć system.

Hakowanie

Nie chodzi mi to o włamywanie się na komputery, bynajmniej. Mam na myśli zmienianie samego Cthulhu Dark. Przy końcu podręcznika jest bardzo przyjemny rozdział o tym, jak można to robić i głównie składa się on z zakazów. Ma jednak to swój sens. Dokładanie czegokolwiek do Cthulhu Dark momentalnie zmieni go w coś zupełnie innego. Całe piękno tego systemu polega właśnie na jego ubóstwie. W rzeczonym rozdziale było też jedno zdanie, które na mnie wywarło wielkie wrażenie. Jest to oczywistość, ale ten jej rodzaj, który nie dociera do człowieka, dopóki coś go nie olśni. Zdanie to brzmiało w stylu: „Nie dodawaj mechaniki walki do Cthulhu Dark, bo gracze będą rozwiązywać wszystkie problemy za pomocą walki”. No czyż to nie genialne? Wystarczy usunąć albo utrudnić walkę w systemie, aby gracze zaczęli wybierać inne rozwiązania (albo ginąć). Proste, genialne, ale nie tak oczywiste (przynajmniej dla mnie).

Ravenloft Dark

Postanowiłem sprawdzić to, jak Cthulu Dark poradzi sobie z settingiem zupełnie odmiennym od tych zaproponowanych w podręczniku. Wziąłem na warsztat Ravenloft. Sesje, które dotąd prowadziłem w tym świecie miały ten problem, że gracze za bardzo skupiali się na walce (heh) i z klimatu horroru były nici (no dobra, raz się nawet udało bez walki, ale grali wtedy totalnymi wsiurami, a nie bohaterami). Tym razem jednak, mimo że prowadzili postacie ważnych ludzi na dworze pewnego księcia, walka nie zdominowała rozgrywki. Nie do końca udał się klimat horroru, ale to był na pewno krok w dobrym kierunku i można drążyć to dalej. Zwłaszcza że zasady strachu i testów potęg z Ravenloftu można 1-1 przełożyć na zasady niepoczytalności w Cthulhu Dark. Muszę jeszcze dobrze przemyśleć jak do tego dodać czary (bo na tej sesji nie było magii) tak, żeby nie zepsuć systemu, ale jest to na pewno temat do dalszej eksploracji.

Recenzja

Przedwczoraj odebrałem na poczcie podręcznik do Cthulhu Dark i będę chciał zrobić mu jakąś sensowną recenzję. Jestem w tym dobrym położeniu, że grałem już w ten system kilka razy, korzystając z wersji Zero, więc odniosę się od razu do tego, jak opisane zasady mają się do tego, co dzieje się na sesjach.

Zapraszam jeszcze na mój fanpage na Facebooku, gdzie poprosiłem was o opinię na temat pomysłu na nowy cyklu artykułów na moim blogu. Zrobiłem też kolejne podejście do konta na Twitterze. Zapraszam do followowania :)

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close