Zainspirowany niedawnym postem na blogu Erpegownia, postanowiłem również napisać co nieco o kościach i innych akcesoriach erpegowych, z którymi się wożę. Podstawowa różnica jest taka, że moje podróżne pudełko z akcesoriami składam zwykle przed wyjazdem i wkładam do niego rzeczy potrzebne do konkretnych sesji, które będę prowadził. U siebie w domu mam natomiast pochowane po różnych pudełkach i szufladach rozmaite akcesoria, które nie koniecznie są w stałym użyciu. W tym poście opiszę jednak te, z których korzystam.

Kości

Zdarzyło się kiedyś tak, że jakaś szkoła likwidowała pracownię chemiczną, a były w niej ładne drewniane pudełka z kawałkami różnych skał i metali w osobnych przegródkach. Na pewno widzieliście takie rzeczy nie raz w starych szkołach albo muzeach. Kto by się oparł zaadaptowania takiej skrzynki jako miejsca do wyeksponowania swoich najlepszych i najczęściej używanych kości. No zgadliście, ja nie. Reszta kości mieści się jeszcze w dwóch sakiewkach (k10 i k6) oraz jeszcze jednym pudełku na kości niepasujące do niczego innego.

Żetony

Przez lata zebrałem sporo różnych żetonów, sztonów i znaczników, które wszystkie trzymam w organizerze ze sklepu z narzędziami. Swoją drogą, te organizery to również świetny sposób na poukładanie rzeczy w pudełku z planszówką. Sam mam jeszcze kilka takich organizerów. W jednym z nich są na przykład rzeczy w gry Battlestar Galactica i dwóch dodatków. Oprócz różnych losowych pionków, pchełek i kamyczków mam też:

  • dwa kolory kryształków, kupionych za bezcen w chińskim sklepie. To chyba najtańsze i najprzydatniejsze rzeczy z tego pudełka
  • prawie zupełnie starte sztony do Savage Worlds, kupione jak tylko ten system został wydany w Polsce
  • sztony do Deadlands, których nie użwałem za dużo
  • nie używałem bo (wreszcie) zrobiłem sobie sztony z pokolorowanych na odpowiednie kolory łusek po nabojach
  • warte wspomnienia są też nigdy nie użyte podstawki na plaskacze. Miałem je już nawet wyrzucić, ale pomyślałem, że będą świetne jako podstawki do portretów postaci na sesjach

Karty

Prowadząc przez lata Savage Worlds (i czasami Wolsunga) bardzo upodobałem sobie karcianą mechanikę inicjatywy. W grach, które prowadzę obecnie, karty nie są już potrzebne. Wciąż jednak mam kilka talii, z których jedną zwykle mam przy sobie jadąc na konwent lub sesję. Tak na wszelki wypadek. Najstarsza talia to ta od Savage Worlds, część edycji limitowanej polskiej edycji systemu. Kart do Deadlands chyba nigdy nie używałem a najczęściej korzystam z kart wiedźminowych. Ostatnio mi zamokły i niektóre z nich są rozróżnialne, więc będę się rozglądał za jakąś nową talią albo wrócę do Savagowych, które też bardzo sobie ceniłem.

Świeczki

W tym roku po raz pierwszy zabrałem na konwent świeczki. Chodziło oczywiście o sesję na Pucharze Mistrza Mistrzów. Chciałem tam zabrać jak najwięcej rzeczy, które w jakikolwiek sposób mogą mi pomóc w prowadzeniu. Do pudełka po portfelu spakowałem kilkanaście podgrzewaczy a szklaną podstawkę owinąłem w papier i udało się. Miałem na sesji światło świeczek. Teraz mając opracowaną metodą mogę zabierać świeczki na inne konwenty. Muszę się tylko za każdym razem upewnić, że w budynku gdzie odbywają się sesje nie ma alarmu przeciwpożarowego :)

Mapy i klepsydra

Mapy do systemów rpg zwykle wyciągam i składuję w dwóch osobnych pudełkach (jedno na duże, drugie na małe mapy). W ten sposób ograniczam sobie szukanie w którą książkę włożyłem potrzebną mi mapę. A czasami dlatego zapominam wziąć ze sobą mapy. Oprócz tych oficjalnych mam tu również plany, które sam przygotowałem albo wyszukałem w sieci – miasta, statki kosmiczne etc. – gotowe do użycia, gdybym musiał wymyślić sesję na szybko. Co do klepsydry – nie ma ona nic wspólnego z mapami, ale nie mam o niej za dużo do napisania, więc nie pasuje na osobną kategorię. Klepsydra jest pamiątką z jakichś wakacji i nie jest tak mała i mobilna jak klepsydry Jakuba z Erpegowni. Nie raz jednak dała graczom do zrozumienia, że czas na decyzję w walce jest krótki. Pisałem też o tym kiedyś w artykule o trickach.

Na zakończenie

Taka jest część mojej kolekcji. W najbliższej przyszłości czeka ją trochę zmian bo nawet w tym zestawieniu wymieniłem sporo rzeczy, których nie używam i pewnie nigdy nie użyje. Post na Erpegowni tylko zachęcił mnie do tego, aby poszukiwać lepszych, bardziej optymalnych i ciekawszych rozwiązań. Nie chodzi mi o to, że nagle wydam pół pensji na żetony i kostki bo kreatywnie nie zawsze znaczy drogo – co świetnie widać na przykładzie pomalowanych łusek nabojów, których jedyny koszt to farba i pędzel bo same łuski pozbierałem na strzelnicy. Trzeba iść za ciosem. Co będzie pasować do D&D, Kiedy Rozum Śpi albo San Escobar? Będę szukać :)