Drogi czytelniku! Jeśli jakimś cudem ominął Cię w Internetach fenomen San Escobar, to pozwól, że krótko scharakteryzuję sytuację. W całej sprawie chodziło o pomyłkę polskiego Ministra Spraw Zagranicznych, który powiedział w wywiadzie, że spotkał się z ministrami San Escobar. Taki kraj oczywiście nie istnieje, ale Internet bardzo szybko podchwycił pomyłkę ministra i ludzie zaczęli San Escobar tworzyć. Powstała waluta, flaga, a nawet dość szczegółowa mapa. Pomysł, aby o losach obywateli San Escobar poprowadzić sesję RPG, ukradłem. To znaczy, widziałem, jak ktoś o tym pisał, na jakiejś erpegowej grupce. To, co jednak zostało katalizatorem dla tego pomysłu to gra Just Cause 3 – sandbox-owa gra akcji o obalaniu dyktatorów na jakichś tropikalnych wysepkach z użyciem ciężkiego sprzętu i dynamitu. Z połączenia San Escobar i Just Cause powstał pomysł na sesję. Rebeliancki sandbox o ruchu oporu, który przeciwstawia się okrutnemu dyktatorowi, którego dość przewrotnie i żartobliwie nazwałem El Bobo.

Pierwsza sesja w San Escobar była najzupełniej magiczna. Gracze zalali mnie różnymi pomysłami, które później przeszły już do kanonu. Przykład: San Escobar to kraj o hiszpańsko-polskich korzeniach. Pierwsi osadnicy pochodzili z Polski pod zaborami albo II RP i mimo że przez sto lat nie mieli kontaktu z ojczyzną, to wciąż na różne sposoby kultywowali tradycje, które wraz z kolejnymi pokoleniami stawały się coraz bardziej rozmyte i niedorzeczne. I tak mieliśmy dworki szlacheckie budowane z blachy falistej, kult Mickiewiczyzmu czy maczety, które udają kawaleryjskie szable. Sesja była utrzymana w lekkiej, wręcz żartobliwej atmosferze, ale była też odrobinka powagi i trudnych sytuacji. Na koniec zaś rebelianci, po odniesieniu pierwszego sukcesu, od razu zaczęli się kłócić o władzę, a nawet strzelać do siebie — idealne zakończenie, rewolucja zjadła własne dzieci.

Potem były kolejne sesje. Chciałem poprowadzić pełną kampanię, ale wypadałaby ona na lipiec i sierpień, gdy nikt nie ma czasu, więc poprowadziłem tylko kilka pojedynczych sesji, które jednak łączyły się ze sobą fabularnie. Były to pojedyncze epizody, które dzielił zwykle długi dystans czasowy a sukces lub porażka graczy miała wpływ na świat, w którym rozpocznie się kolejna. A było to tak: na pierwszej sesji została uwolniona jedna z prowincji San Escobar, która zyskała nawet pewną niepodległość. Warunkiem tej niepodległości było jednak nieudzielanie wsparcia rebeliantom z San Escobar. Następna sesja miała miejsce rok później w sąsiedniej prowincji, ale jej efektem była zmiana układu sił. Postacie co prawda osłabiły znacznie siły policyjne w Al Pacino, ale z sytuacji skorzystał ktoś zupełnie inny. Akcja kolejnej sesji toczyła się jakiś miesiąc później, ale tym razem nic nie wyszło ze starań postaci. To czarna karta historii San Escobar, bo mogłem trochę lepiej przemyśleć tę sesję, a skończyło się tylko na strzelaninie w hotelowej toalecie. Ostatnia z dotychczas prowadzonych sesji opowiadała o obchodach dnia niepodległości San Escobar w Gargamelach, więc była zupełnie oddzielona od dotychczasowej fabuły. Postaciom udało się zabić sobowtóra El Bobo, więc w zbliżającej się odsłonie dyktator urządzi wielkie polowanie na rebeliantów i sytuacja się odwróci. Chociaż kto wie? Może nasi bohaterowie i z tej opresji wyjdą obronną ręką?

I gdy właśnie ostatnio myślałem o tym, jak rozwija się historia wspaniałego San Escobar, to dotarło do mnie, że wreszcie udało mi się zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie osiągnąłem. Stworzyłem antologię — kampanię luźno powiązanych ze sobą historii ze wspólnym tłem. Nie wyszło, gdy chciałem to osiągnąć, prowadząc kampanię o superbohaterach w Londynie (padła po dwóch sesjach!) a udało się w naprędce przygotowanym i prowadzonym bez żadnego planu San Escobar. To nic, że na każdej sesji są inni gracze (prawie — pozdro dla Sebastiana, zawsze wiernego kapłana Mickiewiczyzmu!), że czasem nie wychodzi albo czasem wychodzi aż za dobrze. Wystarczy wybrać jakąś miejscowość z mapy, włączyć Buena Vista Social Club i wejść do świata, gdzie moc ładunków wybuchowych ustępuje tylko temperamentowi wiecznie głodnych wolności bojowników o demokrację. Viva San Escobar!

 

  • Zatrakus

    Viva la revoluciòn! Niech San Escobar płonie długo i barwnie ;)

  • Ciekawi mnie czy to nie jest kwestia humoru całej otoczki San Escobar, bo motyw sam w sobie nie jest nowy. Można przecież od lat było poprowadzić grę np w settingu z Jagged Alliance 2.