Kilka lat temu świat ujrzała nowa gra fabularna. Cthulhu Dark, erpeg z gatunku tych jednostronicowych genialnych indiasów. Prosta i szybka mechanika do prowadzenia Zewu Cthulhu, w której nawet nie ma sensu walczyć z potworami, bo zasady mówią, że gdy próbujesz walczyć, to umierasz. Pomysł stał się na tyle popularny, że tamta wersja gry, wraz z różnymi rozszerzeniami do mechaniki, dorobiła się nawet polskiej wersji językowej wydanej w formie PDF, którego do dziś można bezpłatne ściągnąć na Polterze. Jakoś też w tamtym czasie przetestowałem tę mechanikę, prowadząc całkiem udaną sesję. Nie zachwyciłem się jednak na tyle, aby kontynuować moją przygodę z Cthulhu Dark. Zdarzało mi się później prowadzić Zew, ale zwykle już na mechanice Zewu.

Nie jest jednak tak, że prowadziłem mnóstwo Zewu i Cthulhu Dark mi nie podeszło. Prowadziłem mało i moje wysiłki zwykle nie były zbyt udane. Dużo lepiej się czułem, prowadząc kryminalno-paranormalnego woda o mortalach, gdzie czasem przewijały się potwory z mitów, niż pełnokrwisty lovecraftowski kosmiczny horror. Przeczytałem podręcznik do Zewu, czytałem opowiadania Lovecrafta, ale wciąż nie potrafiłem zrobić dobrej cthulhowej przygody. Wychodziło mi zwykle albo coś bardziej kryminalnego, albo jakaś totalna sieczka, którą tylko przy odrobinie dobrej woli można było nazwać udaną sesją. Jak pewnie się spodziewacie, było tak aż dotąd. A konkretnie do przedwczoraj.

W tym roku Cthulhu Dark powróciło. Tym razem jednak nie miało być jednostronicową mechaniką, ale wyjdzie w postaci pełnowymiarowego podręcznika. Miało legendarnie udaną kampanię na Kickstarterze (zebrano ponad 1000% więcej środków!), którą ja również wsparłem moim portfelem. Ci z was, którzy nie słyszeli o tej kampanii, pewnie teraz się zastanawiają — co dodano do Cthulhu Dark? Dołączając nawet najobszerniejsze wyjaśnienia, z 1 jednej strony nie zrobi się nagle 100. Otóż wyjaśnienia rzeczywiście są, ale jest też dużo wskazówek dla mistrzów gry i graczy o tym, jak budować i odgrywać przygody. Znalazło się nawet miejsce dla małego bestiariusza stworów z mitów. Dzięki temu Cthulhu Dark stało się grą zupełnie samodzielną. Ktoś niezaznajomiony z tematem nie musi dodatkowo zapoznawać się z Zewem Cthulhu, a gra wciąż zostaje lekka i zwinna.

Wersja papierowa Cthulhu Dark nie została jeszcze wypuszczona w świat. Na razie ci, którzy wsparli kampanię na Kickstarterze, otrzymali PDF Cthulhu Dark 0, który zawiera już 90 stron gotowego tekstu, który do wersji papierowej zostanie jeszcze sprawdzony i wzbogacony o nowe materiały. Czytając go, można natrafić na kilka potknięć, ale nie są one zbyt częste i nie utrudniają odbioru tekstu. Wypada jednak wspomnieć, że nie przeczytałem jeszcze całości. Na razie zapoznałem się z tym, czego potrzebowałem do poprowadzenia sesji — opisem mechaniki i radami jak przygotowywać scenariusze. I o tym ostatnim jest właśnie ten post.

W ubiegły weekend wybrałem się na Kapitularz — konwent organizowany w Łodzi. Sama impreza bardzo mi przypadła do gustu a erpegowy program, na którym byłem trzymał wysoki poziom. Żałuję tylko, że było go tak mało, bo na przykład w niedzielę z dwóch bloków RPG został już tylko jeden. Co roku rozważałem Kapitularz w swoich planach konwentowych, ale zwykle albo jego termin pokrywał się z Coperniconem (a z niego nie zrezygnuję na rzecz żadnego innego konwentu) albo z innymi wyjazdami. W tym roku nie miałem już żadnych wymówek. Dodatkową motywacją było to, że w tym roku byłem już raz w Łodzi (w marcu, na festiwalu YAPA) i samo miasto bardzo mi przypadło do gustu.

Zgłaszając program na Kapitularz, pomyślałem, że czas przetestować system, na który wszak wydałem całkiem znaczną sumę pieniędzy (bo oczywiście kupiłem hardcovera). Jak to zwykle ja, nie przygotowałem sesji wcześniej i w sobotę rano usiadłem na pół godzinki, aby przygotować szkic przygody według tego, co proponował podręcznik. I wyszło to naprawdę świetnie. Tworzenie scenariusza w Cthulhu Dark jest podzielone na etapy i ładnie rozpisane, włącznie z uzasadnieniami prezentowanych zasad. Chociaż system ma w nazwie Cthulhu, to autor zachęca, aby nie inspirować się wyłącznie Lovecraftem, bo to ksenofob i rasista był, ale stworzyć też coś swojego.

Tak stworzony scenariusz poprowadziłem wieczorem tego samego dnia i, mimo że było trochę heheszków i gracze nie do końca byli wczuci, to dzięki zasadom szaleństwa wszystko postępowało tak, jak powinno. Pod koniec sesja jeden z bohaterów stwierdził, że ma wszystkiego dość i rzuca całe to śledztwo a drugi, będąc już bliskim szaleństwa, zaczął niszczyć dowody, podpalać domy ludzi zamieszanych w tę sprawę, a nawet cały antykwariat, w którym po cichu handlowano księgami wiedzy tajemnej. Potem podążył do teatru, gdzie nastąpił finał historii. Nie określiłem tego, jak skończył, ale można było się domyślać, że albo oszalał, albo został zabity. Sesja wyszła świetnie i bardzo Lovecraftowsko. Gracze nie zdołali powstrzymać zła a jedynie ujawnić część jego knowań, ale samo zło pozostało niezidentyfikowane i w ukryciu, gdzie mogło wdrażać w życie swoje kolejne plany.

Opowiedziałem trochę naokoło, o czym była sesja, ale jeśli ktoś chce wiedzieć, to w tym akapicie zdradzę tę tajemnicę. Uprzedzam tylko, że osoby wrażliwe mogą nie czuć się z tym zbyt komfortowo. Głównym przeciwnikiem graczy był Nyarlathothep, który przejął ciało aktora, ale miał on też inny cel. Z części ciał najlepszych aktorów teatru budował nowego człowieka, który miał być aktorem idealnym. Nie zabijał jednak swoich dawców. Na przykład odtwórczyni roli Ofelii, której N zabrał twarz, w jej miejsce miała przeszczepioną twarz jakiegoś mężczyzny. I gdy biedny pan Lawrence w ostatniej scenie sesji włamał się do teatru i podążając ciemnymi korytarzami, dotarł do sceny, rozbłysły światła, kurtyna uniosła się w górę a „aktor doskonały”, który miał twarz odtwórczyni Ofelii, ręce i nogi zaginionego aktora a tułów jeszcze kogoś innego stał tam, wygłaszając dramatycznie znany wszystkim monolog: „być albo nie być — oto jest pytanie”.

Podsumowanie ten przygody z Cthulhu Dark jest takie, że teraz na pewno zacznę je prowadzić więcej. Kto wie może, gdy przyjdą mroczne dni listopada, odpalę jakąś kampanię, aby sprawdzić, jak gra radzi sobie w dłuższych historiach? A Kapitularz wpisuję już na stałe do mojego kalendarza konwentowego. To się nazywa udany weekend :)