Baldur’s Gate – jeszcze raz

O Baldur’s gate pisałem już jedną notkę, w której powspominałem moje poprzednie przygody z grą studia Black Isle. I część z informacji, które tam podałem właśnie się zdezaktualizowała. Niedawno ukończyłem zarówno pierwszą jak i drugą część gry, nie pomijając tym razem dodatkowej zawartości w postaci Wieży Durlaga i Twierdzy Strażnika. Grałem w wersję EE i ten post na blogu będzie właśnie po części recenzją tego nowego wydania. Chciałbym też spojrzeć jeszcze raz, zupełnie od nowa, na te dwie gry i ocenić obiektywnie czy po tylu latach wciąż mogą one być interesujące.

Baldur’s Gate I

Czas niezbyt dobrze obszedł się z pierwszą częścią sagi. Chociaż (szczególnie w wersji EE) dzieli ona interfejs i mechanikę z drugą odsłoną serii, to konstrukcja świata sprawia, że w Baldur’s Gate gra się uciążliwie. Fabuła wciąż zachwyca, ale irytuje to, że jest ona bardzo rozmyta i między kolejnymi etapami z czymś ciekawym do zrobienia nasze postacie muszą biegać po dziesiątkach pustych lokacji, w których tylko od czasu do czasu zdarza się jakiś enpec do pogadania, potwór albo mini-quest. Na dobrą sprawę, można by wyciąć większość tych lasów i pól a questy przełożyć w inne miejsca i gra by bardzo na tym zyskała. Na prawdę nie dziwię się, że tak wiele osób odbiło się od Baldur’s Gate po zagraniu w pierwszą część. Twórcy chcieli chyba zrobić tutaj sandbox, ale dobra piaskownica powinna mieć dużo zabawek a zanim w tej grze zaczyna się dziać coś ciekawego my musimy przewędrować kilkanaście lokacji, na których nie dzieje się nic. Skutek tego wszystkiego był taki, że gdy już doszedłem do miasta Wrota Baldura, to tak bardzo miałem już dość, że tą teoretycznie ciekawszą część fabuły przeleciałem już po łebkach, żeby tylko ukończyć cały tytuł. Dlatego nie wiem czy jeszcze wrócę do Baldur’s Gate. Miło było znów poznać historię Dziecka Bhaala, ale jej dużo ciekawszy rozdział znajduje się w części drugiej.

Baldur’s Gate II

Gdy tym razem podszedłem do dwójki postanowiłem, że zrobię to zupełnie inaczej niż wcześniej. Z bólem serca wyrzuciłem z drużyny mój stały skład: Minsca, Aerie, Jana, Anomena i Keldorna a zamiast nich przyjąłem postacie, z którymi nie grałem prawie nigdy: Mazzy, Cernda, Rasaada, Neerę i Haer’Dalisa. I muszę przyznać, że wyszło na prawdę świetnie. Jak zwykle, grając w Baldur’s Gate II bałem się tego, że to że pamiętam położenie wszystkich fajnych rzeczy i rozwiązania zadań będzie dla mnie problemem, ale tym razem tak nie było. Mimo, że wiedziałem jak wszystko się skończy, to wciągnąłem się w historię Dziecka Bhaala i jego towarzyszy. Starałem się nie pomijać czytania żadnych dialogów i odkryłem trochę nowych faktów, które umknęły mi przy poprzednich próbach przejścia gry. Myślę, że wciąż zostało tam sporo do odkrycia i pewnie za parę lat znów wrócę, tym razem tworząc jeszcze inną postać (teraz był ot gnomi kapłan/złodziej).

Tron Bhaala

Postanowiłem osobno napisać kilka słów o Tronie Bhaala ze względu na dość specyficzny styl tego dodatku. Otóż, grając tym razem zauważyłem, że to co oferuje Tron to głównie walki z bossami. Zaczynając od Illasery a kończąc na ostatniej potyczce o sam tytułowy tron. Fabuła jest tutaj raczej dodatkiem do tego, że co chwilę wyskakuje ktoś potężny, któremu trzeba skopać tyłek. Świetne jest natomiast to, że te walki nie bywają trywialne. Zwykle czeka nas coś jeszcze oprócz samej bitwy (jak odszukanie serca Yaga-Shury) albo formuła starcia wymaga od nas zupełnie innego podejścia (jak walka z Sendai). O ile więc w podstawowej grze zwykle leciałem na jednej taktyce, to Tron zmusił moje szare komórki do obmyślania innych strategii prawie za każdym razem. Walka finałowa jest jak połączenie wszystkich tych utrudnień w jedno bo czeka nas i pokonywanie dodatkowych potworków i wielokrotna walka z tym samym bossem bez snu. Z powodu nawału tych bitwe pozwoliłem sobie nie walczyć z Uwięzionym z Twierdzy Strażnika i wybrałem inne z dostępnych rozwiązań.

Enhanced Edition

Na koniec wypadałoby dopisać, co dało dodanie do nazwy gry literek EE. Zauważyłem wiele usprawnień do interfejsu. Jeden widok do podnoszenia rzeczy z ziemi, oznaczanie kolorem czarów nieznanych przez postać. Małe i proste rzeczy, ale bardzo upraszczają grę. Nie trzeba już notować sobie na kartce jakie czary zna postać, chociaż brakuje mi jeszcze rozróżnienia kolorystycznego czarów, które postać zna i nie zna, ale nie może już zapamiętać ze względu na limit. To co boli w edycji rozszerzonej to bugi. Od tak małych rzeczy jak niegranie ze sobą animacji i dźwięków rzucania zaklęć po brakującego Solaufeina, którego musiałem dodać za pomocą konsoli żeby móc ukończyc jeden z jego questów. Mógłbym na to przymknąć oko, gdyby była to fanowska aktualizacja, ale zapłaciłem za tą grę, więc fajnie by było, gdyby jednak działała. Kolejny minus to polska lokalizacja. Jedynka po latach doczekała się pełnej polonizacji (dodane w EE teksty nie były nagrywane, użyto dubbingu CDProjektu) a dwójka czeka na kolejne wydanie, w którym gotowa już lokalizacja będzie mogła być włączona. W tej chwili można sobie ją zainstalować samemu. Dlaczego to ważne? Polski dubbing jest na prawdę świetny, szczególnie w drugiej części, gdzie choćby Irenicus i Minsc są o wiele lepsi od oryginałów. Na koniec jeszcze dwa słowa o nowej zwartości. W dwójkę grałem z nowymi postaciami i robiłem zadania związane z nimi. Dodane lokacje były bardzo ładne i stylistycznie dopasowane do gry, ale mam spore zastrzeżenia do dialogów. Nie wiem czy taki był oryginał, czy to tylko kwestia tłumaczenia, ale wydawało mi się, że czasami opcje do wyboru były dosć skrajne i po prostu ubogie. Byłem autentycznie zły na grę, że nie pozwala mi powiedzieć tego co chcę a nie zdarza mi się to za często. Były na przykład dialogi z opcjami typu: „zabijemy was! hahahaha!” albo „oj jak bardzo się was boimy, nie róbcie nam krzywdy!!!!!” lub wariacje na temat. Zdecydowany minus.

Podsumowując, jeśli tak jak ja jesteś starym nerdem, który kiedyś grał w Baldura i zastanawia się nad powrotem do magicznego świata Zapomnianych Krain, to mogę z czystym sumieniem polecić Baldur’s Gate II w wersji EE. Ma co prawda trochę małych błędów, ale usprawnienia interfejsu i możliwość grania na dużej rozdzielczości zupełnie to rekompensuje. Jeśli zaś jesteś nigdy nie grałeś/aś w żadną z tych gier a chcesz zobaczyć jak kiedyś robiło się erpegi, to i tak odradzam pierwszą część bo może tylko spowodować, że zniechęcisz się do części drugiej.


Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /home/deploy/radowit.net/radowit.net/cgi/wp-includes/functions.php on line 3830