Zdalnie sterowana muzyka

Czasem nie wystarczy samo to, że na sesję przygotowało się świetną playlistę. Czasami człowiek chciałby sam szybciutko zmieniać aktualnie grający utwór i to najlepiej tak, żeby nie zobaczyli tego gracze. Opowiem wam dzisiaj o kilku metodach, którymi chciałem osiągnąć ten cel.

Pilot

Pierwsze podejście to pilot. Co może być prostszego? Akurat ktoś chciał się pozbyć pilota do komputera (z odbiornikiem podczerwieni na usb), więc kupiłem go za bezcen. Skonfigurowanie go z systemem operacyjnym było już trochę trudniejsze, ale udało mi się dojść do takiego momentu, że potrafiłem nim zmieniać piosenki w odtwarzaczu. Tu jednak od razu wyszły wady tego rozwiązania. Po pierwsze, musiałem siedzieć w odpowiednim miejscu pokoju i celować tym pilotem, co trochę burzyło spokój na sesji. Po drugie – nie wiedziałem na jaki utwór zmieniam, więc mogłem tylko sobie przechodzić przez kolejne kawałki licząc, że pojawi się coś co pasuje do danego momentu. Miałem też pomysł, żeby napisać program do pilota, który do jego przycisków numerycznych podpinałby playlisty o odpowiednim klimacie. To byłoby rozwiązanie ostateczne, ale wtem pojawił się Spoitfy.

SpotCommander

Zanim jeszcze Spotify pozwalał na zdalne kontrolowanie innych urządzeń powstały różne narzędzia, które robiły to za niego. Jednym z nich był SpotCommander. Było to nic innego jak serwer postawiony na Linuksie, który komunikował się z klientem spotify na desktopie i mobilną apką w telefonie. O ile były podłączone do jednego wifi. Działało to całkiem nieźle, ale miało też wszelkie znamiona technologii przejściowej. Serio? Trzeba odpalać apache’e żeby to działało?

Spotify

Niedługo później SpotCommander przestał działać bo Spotify samo wprowadziło możliwośćc kontrolowania odtwarzania na innych urządzeniach. Jest to świetne rozwiązanie, którego używam do dziś. Czasami jednak nie ma czegoś na Spotify i trzeba odtworzyć empetrójki z efektami dźwiękowymi znalezionymi gdzieś w sieci. Teoretyczne można dodać je do lokalnych plików w Spotify, ale czasami zależy nam na tym, zeby playlisty były możliwe do odpalenia gdziekolwiek. I wtedy pojawia się Clementine.

Clementine

To odtwarzacz muzyki na Linuksa. Wygląda jak Amarok z KDE3 (dużo wygodniejszy od tego z KDE4 IMHO) i posiada aplikację mobilną, która łączy się po wifi z instancją na komputerze. I tu nie trzeba uruchamiać żadnego dodatkowego serwera. W tej chwili, w zależności od potrzeb, używam właśnie albo Spotify albo Clementine.

Sterowanie kursorem

W zalewie tych wszystkich użytecznych narzędzi zapomniałem o tym, co w takich sytuachach byłoby najprostszym, choć również nie pozbawionym wad, rozwiązaniem. Posiadając bezprzewodową mysz albo program do kontroli kursora (jak na przykład KDEConnect) za pomocą telefonu komórkowego możemy mieć pełną kontrolę nad komputerem. Oczywiście to rozwiązanie (podobnie jak pilot) wymaga, aby ekran był włączony i widoczny dla mistrza gry, więc wciąż przegrywa z bardziej wyspecjalizowanymi narzędziami.

Wiem, że w tym zestawieniu brakuje czegoś. Aplikacji do mp3 na Windowsa. Zdaje się, że Clementine posiada takową wersję, ale nie sprawdzałem jak to tam działa. Z resztą, na pewno podobne rozwiązania pojawiły się też w innych systemach. Jeśli je znacie, to napiszcie o tym w komentarzu a dołożę je do zestawienia.


Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /home/deploy/radowit.net/radowit.net/cgi/wp-includes/functions.php on line 3830