Gra w grze

Witajcie. Ten wpis pojawia się w sobotę bo myślałem. Znaczy, miałem pewne przemyślenia. Pisałem post na inny temat i okazało się, że nie ma sensu a wnioski, do których doszedłem chciałbym zaprezentować tutaj. To tak w skrócie. Czytaj dalej Gra w grze

50 twarzy Cthulhu Dark

Spokojnie, nie będzie o BDSM…

Moja krótka kampania w Cthulhu Dark ma się ku końcowi. Ostatnio przeprowadziłem też eksperyment, polegający na poprowadzeniu Ravenlofta na CD i przebiegł bardzo pomyślnie. W związku z tym mam kilka przemyśleń odnośnie do gry Grahama Walmsleya, którymi chciałem się z Wami podzielić. Czytaj dalej 50 twarzy Cthulhu Dark

Czas coś zmienić

Wiem, od miesiąca nic nie pisałem, przepraszam. Mimo że po Coperniconie byłem pełen motywacji i energii, to wszystko się rozleciało. Ale nie marnowałem czasu (za bardzo). Robiłem dużo porządków – dosłownie i w przenośni. Oczekiwałem nadejścia wielkich zmian, ale one nie nadeszły. Czekanie nie zawsze jest dobre. Postanowiłem więc, że zmienię coś sam. Tak, to bardzo enigmatyczny wstęp. Nie spodziewajcie się wyjaśnienia tego wszystkiego w dalszej części. Nie mniej, zapraszam do lektury :) Czytaj dalej Czas coś zmienić

Wyżymanie postaci

Dawno temu, gdy jeszcze prowadziłem sesje forumowe, a posty na moim blogu pojawiały się z mniejszą niż większą regularnością, popełniłem pewien post dotyczący pomagania graczom w tworzeniu ich postaci. Wtedy myślałem, że to jedyny słuszny sposób. Teraz wiem, że nie, bo z czasem przestałem go stosować. Nie dlatego, że jest zły, raczej ze względu na specyfikę sesji forumowych. Brały w nich udział doświadczone postacie z konkretnymi pomysłami na życie i na wspieraniu tworzenia takich postaci skupia się właśnie mój pomysł. Czytaj dalej Wyżymanie postaci

Siecz i tnij

Gdy pierwszy raz usłyszałem o Diablo właśnie zaczynałem liceum i dopiero wchodziłem we wspaniały świat gier komputerowych. W tamtych czasach swoją wiedzę o tym gatunku rozrywki czerpałem głównie z gazet, nie znałem jeszcze gier fabularnych a głównym dostawcą najnowszych komputerowych tytułów był kolega, który dysponował nagrywarką płyt CD. Gdy pierwszy raz usłyszałem o Diablo byłem akurat na etapie fascynacji Baldur’s Gate. Tak, fascynacji. Pierwszą część Wrót Baldura znajomy pożyczył mi na weekend. Drugą poznałem dużo później. Czytałem natomiast wszystko co tylko mogłem na temat tej gry. Łatwo domyślić się, że gdy znajomi podniecali się Diablo II ja nie byłem nim zainteresowany. Czytaj dalej Siecz i tnij

Zestaw małego MG

Zainspirowany niedawnym postem na blogu Erpegownia, postanowiłem również napisać co nieco o kościach i innych akcesoriach erpegowych, z którymi się wożę. Podstawowa różnica jest taka, że moje podróżne pudełko z akcesoriami składam zwykle przed wyjazdem i wkładam do niego rzeczy potrzebne do konkretnych sesji, które będę prowadził. U siebie w domu mam natomiast pochowane po różnych pudełkach i szufladach rozmaite akcesoria, które nie koniecznie są w stałym użyciu. W tym poście opiszę jednak te, z których korzystam. Czytaj dalej Zestaw małego MG

Erpegowe piosenki

Gdy Bartek z organizacji tegorocznego Coperniconu zapytał mnie czy mam zamiar przyjechać z jakimś programem, postanowiłem poprowadzić punkt, którego nie robiłem dotąd na żadnym konwencie (nie licząc Działkonu). Wiedziałem, że za dużo programu nie chcę robić, ze względu na odbywający się na konwencie PMM, wolałem też zgłosić coś bardziej lajtowego. Więc zgłosiłem. Bo widzicie, od jakiegoś czasu (ostatnio już coraz rzadziej) w moim mieszkaniu odbywały się spotkania pod kryptonimem „Śpiewaj z nami”, na których razem ze znajomymi śpiewałem i grałem różne piosenki. Na potrzeby tych spotkań powstało również kilka przeróbek piosenek, przeróbek o tematyce nerdowsko-erpegowej. Postanowiłem skorzystać z tej bazy tekstów, przejrzeć je, poprawić, dodać coś jeszcze i zaśpiewać to na Coperniconie szerszej publiczności. Tak powstał właśnie mój punkt programu – „Erpegowe piosenki”. Czytaj dalej Erpegowe piosenki

Tematyka bloga

Dzisiaj krótki post informacyjny. Chociaż w swoich założeniach ten blog miał dotyczyć nie tylko gier fabularnych, to od dłuższego czasu zdarzają mi się notki tylko na ten temat. W związku z tym niemal większość postów znajdowała się w kategorii RPG. Postanowiłem więc rozbić tę kategorię na kilka a posty o IT ukryć na blogu. Może kiedyś wrócą, a może nie? Przejrzałem wszystkie posty o RPG, powrzucałem je do nowych kategorii, tagowałem, a na głównej stronie po prawej dodałem sekcję z najpopularniejszymi tagami. Nie wiem, czy ten system się utrzyma, bo blog rozwija się cały czas i mogą pojawić się inne tematy, a stare mogą stracić na znaczeniu. Na razie, łatwiej jest teraz znaleźć w nim posty według tematów i ja sam wiem też lepiej, w którą stronę powinienem iść.

Zapraszam do czytania! Czytaj dalej Tematyka bloga

Puchar Mistrza Mistrzów – Fail To Win

Druga część mojej relacji z Coperniconu. Tutaj znajduje się pierwsza, ogólna część. Kto obserwuje mojego bloga i fanpage albo kto gra w moich sesjach, ten wie, że w tym roku bardzo nastawiałem się na udział w PMM-ie. Wysyłałem graczom ankiety, prowadziłem trzy sesje z rzędu tego samego dnia, żeby sprawdzić, czy dam radę, ale też dużo czytałem o tym, jak robić lepsze sesje. Innymi słowy, byłem skazany na sukces. Musiało się udać. No i oczywiście się nie udało.

Przygotowanie

Ponieważ w swojej głowie nie dopuszczałem takiej możliwości, że poprowadzę tylko jedną sesję, to oczywiście przygotowałem sobie pomysły na każdą z faz turnieju. Same pomysły. Początkowo chciałem usiąść nad tym wcześniej i dopracować te sesje idealnie, ale ostatecznie nie zrobiłem tego, za to wybrałem takie konwencje, w których prowadziłem dużo (z wyjątkiem „Cthulhu Dark”) i w razie potrzeby będę mógł użyć elementów z poprzednich sesji. Plan był taki:

  • Eliminacje: fantasy na „Fate Core” — tego typu sesji prowadziłem dużo na konwentach. Bez wyraźnie zaznaczonego świata, po prostu wrzucając graczy w jakieś królestwo borykające się z problemem, który tylko mężni bohaterowie będą w stanie rozwiązać.
  • Półfinał: „Kiedy Rozum Śpi” — ten system poznałem niedawno, ale prowadziłem w nim już wiele sesji, nie ograniczając się tylko do przedstawionej w podręczniku krainy Szalonego Miasta. Właściwie, to nigdy nie prowadziłem w Szalonym Mieście. Mam kilka własnych settingów.
  • Finał: „Cthulhu Dark” — ostatnio pisałem o nim notkę blogową. Rady odnośnie do tworzenia i prowadzenia scenariuszy, zawarte w nowej edycji tej gry, są naprawdę dobre i pozwalają na tworzenie niezapomnianych sesji, a przy tym planowanie rozgrywki nie trwa długo.

Moje plany musiałem zrewidować niemal od razu. Okazało się bowiem, że eliminacje odbędą się w nocy a półfinał w dzień. Poprowadziłem więc „Kiedy Rozum Śpi”. Do sesji przygotowałem się w pociągu, jadąc na konwent. O tym, dlaczego poszło mi to tak sprawnie, napiszę jeszcze osobny wpis, ale przygotowałem dużo materiałów — lokacje, postacie, bohaterów, a nawet playlisty z muzyką. Dużo więcej bym nie zrobił, siedząc nad sesją w domu przy biurku. Nie miałem co prawda żadnych rekwizytów, ale i tak używam ich na moich sesjach bardzo rzadko.

Organizacja

Powiedzieć, że tegoroczny PMM wywołał wiele dyskusji to jakby nic nie powiedzieć. Jak erpegowy Internet długi i szerogi, ludzie zaczęli mówić o PMM. Głównie o tym, co można zrobić w nim lepiej. Powstał nawet dokument online do zbierania rozmaitych sugestii. Tegoroczny Puchar miał kilka słabych stron, ale najgorzej mieli sędziowie, którzy snu zażywali wyjątkowo sporadycznie. Zwyczajna dla PMM otoczka chaosu i lekkiej dezorganizacji w tym roku wyjątkowo nabrała na sile i zabolała wszystkich, nie tylko sędziów. Na przykład ja i Zefir dostaliśmy w Eliminacjach tę samą salę. Nie było za bardzo innych miejsc, więc najpierw dostałem kilka stołów na korytarzu, a potem dopiero przenieśli mnie do szatni w budynku obok (podlinkowane zdjęcie nie przedstawia sesji PMM, ale odbyła się ona w podobnych okolicznościach). Warunki trochę lepsze niż korytarzowe, ale niedaleko sesję prowadził Jaxa, którego na mojej sesji można było od czasu do czasu usłyszeć. Gdy w końcu znaleźli się gracze, to z 19:00 (czyli godziny rozpoczęcia eliminacji) zrobiła się 20:30.

Eliminacje

Jak już wspomniałem wcześniej, poprowadziłem sesję w „Kiedy Rozum Śpi”. Zażyczyłem sobie trójki graczy płci dowolnej i takowych dostałem. Pozostało tylko rozdać postacie, wytłumaczyć mechanikę i jazda! Nie chcę za dużo opisywać z eliminacyjnej sesji, bo zamierzam ją jeszcze dopracować według sugestii sędziów i poprowadzić jeszcze raz w najbliższym czasie. Mogę natomiast powiedzieć, że byłem bardzo zestresowany. Częściowo pewnie ze względu na problemy związane z salą, bo w pewnym momencie tego zamieszania miałem ochotę na to, żeby olać cały ten PMM i spotkać się gdzieś ze znajomymi. Na pewno jednak dużo bardziej denerwowałem się ze względu na poczynione przygotowania. Większość moich erpegowych znajomych z Wrocławia wiedziała o tym, że startuję, pisałem o tym na blogu. Byłoby głupio, gdybym nie dostał się choćby do półfinału, nie? Czułem wiszącą nade mną konieczność, oczekiwania, poprzeczkę, którą sam postawiłem bardzo wysoko. I to mnie zgubiło. Sam stres, choć w oczywisty sposób przełożył się na spadek jakości sesji, pewnie jeszcze nie zdyskwalifikowałby mnie, ale moja sesja miała jeszcze jeden spory minus. Jeden z graczy był bardzo aktywny i bardzo kradł spotlight na sesji, a nawet czasem wcinał się w moją narrację. Skupiłem się na tym, aby bardziej wciągnąć do gry pozostałych graczy, ale powinienem był też przyhamować zbyt aktywnego. Prowadząc, nie zwróciłem uwagi na to, że dałem sobie wejść na głowę, ale stres chyba zrobił swoje.

Wyniki

Po sesji eliminacyjnej stres wcale nie odpuszczał. Trzymał mnie, dopóki nie dowiedziałem się, że nie jestem w półfinale. Wiedziałem, że zrobiłem dużo błędów, ale miałem też świadomość, że sesja poszła mi całkiem dobrze i nie wiedziałem jeszcze wtedy czy moje błędy będą na tyle poważne, aby zamknąć dla mnie drzwi do półfinału. Gdy byłem sędzią w zeszłym roku, to nawet do finałowych i półfinałowych sesji mieliśmy dużo uwag, bo w lepiej poprowadzonych grach można po prostu zobaczyć więcej błędów. Gdy sesja jest totalnie zła to ciężko powiedzieć coś więcej oprócz paru ogólnych wskazówek. Nie byłem pewien, jak mi poszło i przez całą noc budziłem się co chwila, bo sędziowie mieli wysłać półfinalistom sms, jak tylko padnie decyzja o zakwalifikowaniu kogoś do półfinału. Teraz myślę, że to, że nie włączyłem sobie na noc trybu samolotowego, żeby spać spokojnie, było koszmarnie głupim pomysłem. Bo nawet gdybym miał wziąć udział w półfinale, to nieprzespana noc położyłaby mnie jak nic. Wiem, bo gdy w sobotnie popołudnie grałem w sesji u Squida, to zasnąłem na niej. A nie siedzieliśmy tam w wygodnych fotelach.

Feedback

Wszyscy, którzy na którymś etapie odpadają z Pucharu, otrzymują feedback od sędziów. Każdy uczestnik ma swojego „duszka” – sędziego, który zbiera od wszystkich feedback dotyczący tylko jego sesji. W moim przypadku był to Miłosz, ale poprosiłem również Wojtka, aby powiedział, co on sądzi o mojej sesji. Wstępny feedback, zaraz po ogłoszeniu wyników eliminacji wyciągnąłem z kolei od Andrzeja. Informacje, które usłyszałem, częściowo się pokrywały — stres, nieupilnowanie nadaktywnego gracza, od Wojtka usłyszałem, że jest postęp w porównaniu do mojego poprzedniego startu w PMM a lista rzeczy do poprawy (nie licząc stresu i lepszego opanowania graczy) zawierała konkrety, które pozwolą mi przejść z prowadzenia dobrych sesji na prowadzenie świetnych. Większość rad dotyczyła opisów — innych zmysłów, szczegółów czy dostosowywania opisów do konwencji. Otrzymałem również pochwały, które dotyczyły fajnych pomysłów, elastyczności, grania ciałem, mimiką i głosem. Wiem zatem, co muszę zrobić, aby za rok było lepiej i już dziś mówię wam, że zamierzam to poprawić i wziąć udział w kolejnej edycji. Strzeż się Zed, za rok widzimy się w finale! :)

Podziękowania

Chciałbym z tego miejsca podziękować różnym ludziom, bez których mój tegoroczny udział w PMM nie udałby się tak dobrze.

  • Moim graczom i erpegowym znajomym, którzy pomogli mi w przygotowaniach. Pomogli: wypełniając ankiety, dajac mi feedback po sesjach, po prostu grając u mnie.
  • Organizatorom Coperniconu i Pucharu Mistrza Mistrzów, dzięki którym Puchar się odbył i trwał mimo przeciwności losu.
  • Moim graczom z sesji eliminacyjnej za ich dobre pomysły i zaangażowanie (miejscami zbyt wielkie :P) oraz miłą atmosferę na sesji
  • Wszystkim sędziom PMM za ich heroiczną postawę i znoszenie tortur bezsenności ku chwale RPG!
  • Uczestnikom tegorocznego Pucharu za wspólną walkę. Gratuluję Zedowi wygranej, Kamilowi zdanego testu a Kuglarzowi dojścia do półfinału w swoim pierwszym starcie w PMM.

Widzimy się za rok!

Na koniec anegdota

W czasie trwania eliminacyjnej sesji przerwałem na chwilę narrację, aby ustawić inną muzykę i zrobić dramatyczną pauzę między częściami sesji (to był moment przejścia do świata snów). Jeden z graczy nachylił się do mnie i cicho, tak aby nie słyszał tego sędzia, powiedział: „jedź dalej, jest super”, myśląc pewnie, że się zawiesiłem z nerwów. Dziękuję :D