Legenda Baldur’s Gate

Dzisiaj chciałbym opowiedzieć Wam o grze, która nie tylko wprowadziła mnie w świat gier fabularnych, ale również na długo ustaliła moje erpegowe gusta. Ze wszystkich komputerowych erpegów to właśnie Baldur’s Gate, a konkretnie jego druga część, stał się dla mnie synonimem dobrego komputerowego erpega a detronizuje go dopiero Wiedźmin 3. Oczywiście wielki wpływ ma na to nostalgia i fakt, że nie grywałem w zbyt wiele innych erpegów komputerowych. Wiem jednak, że nie tylko dla mnie ta marka jest tak znacząca. Świadczy o tym chociażby fakt, że każdy kolejny wydawany erpeg, który nie był tragiczny, od razu nazywany był przez marketingowców „następcą Baldur’s Gate”. Nie wspominając już o fenomenie Pillars of Eternity i Baldur’s Gate Enhanced Edition.

W Baldursy grałem w liceum i na początku studiów. Co tu dużo mówić, od czasu do czasu zdarza mi się je odpalać na nowo, chociaż już coraz rzadziej. Znając już położenie tajnych skrytek i rozwój fabuły gram już zupełnie inaczej i zanim dotrę do tych momentów w grze, gdzie mogę jeszcze mieć trochę zabawy, to nudzi mnie przebijanie się przez zastępy goblinów i innych paskud. A miejsc nieodkrytych jeszcze mi kilka zostało. Mimo, że ukończyłem obie części gry nie przeszedłem jeszcze całej Twierdzy Strażnika ani Wieży Durlaga. I pewnie już nie przejdę, chyba że na starość dostanę Altzheimera i zapomnę wszystko co wiem o grze :)

Gdy pod koniec liceum zacząłem prowadzić sesje RPG w systemie Dungeons&Dragons chciałem właśnie żeby były one takie jak przygody w Baldur’s Gate. Trochę kopania tyłków, ale głównie ciekawa fabuła, barwne postacie, ważne problemy i tak dalej. Ponieważ nikt mnie nie uczył prowadzenia sesji i planowania przygód, to moje sesje wyglądały zupełnie inaczej od tych planów. Fakt, że miałem przy tym trudnych (bo równie co ja niedoświadczonych) graczy wcale nie upraszczał sprawy. Gdy w czasie sporej erpegowej posuchy przeniosłem swoje zainteresowanie na sesje forumowe wciąż próbowałem tego samego. Wielkich, epickich przygód o ratowaniu świata. Cały czas prowadziłem też w Zapomnianych Krainach, nie rzadko sięgająć po miejsca, przedmioty i postacie znane właśnie z Sagi Baldur’s Gate, tak jakby to miało mi zagwarantować, że sesja będzie dobra. Szczytem było poprowadzenie sesji na podstawie fabuły pierwszej części gry, która skończyła się również porażką. A potem przyszła czwarta edycja D&D.

Dałem się ponieść ogólnemu hejtowi na czwartą edycję, co paradoksalnie było dobre bo stwierdziłem, że skoro nie będę w nią grać, to zagram w coś innego. Widziałem kiedyś tekst Enca o Savage Worlds i tak się skończyły sesje fantasy a zaczęły różne inne pomysły. Przez cały ten czas wciąż próbowałem prowadzić D&D, na oryginalnej mechanice albo i zaadaptowane na coś innego, robiłem konwersje D&D do innych systemów i marzyłem, cały czas marzyłem o tym, że kiedyś poprowadzę wielką epicką kampanię w fantasy. W międzyczasie prowadziłem mniej lub bardziej udane sesje w innych systemach, ale wiedziałem, że kiedyś wrócę do Zapomnianych Krain.

Tak się stało, gdy wpadł mi w ręce Fate Core i postanowiłem użyć jego do prowadzenia w światach D&D. Poprowadziłem jedną kampanię, druga jeszcze trwa. Teraz natomiast planuję poprowadzić D&D 5 (w którym nota bene domyślnym światem są własnie Zapomniane Krainy), ale tym razem zrobię to zupełnie inaczej. Po latach prowadzenia sesji wreszcie dotarło do mnie to, że to nie ja tworzę historie na sesji. Przygotowuję problemy, wymyślam ich rozwiązania, wrzucam trudności i mam oczywiście pewną kontrolę nad tym co się stanie. Ale to gracze są tymi, którzy wypełniają tą historię. Zamiast skupić się na wymyślaniu ciekawych historii powinienem przygotować dobre postacie niezależne, które wejdą w wybuchową reakcję z postaciami graczy. Muszę pozbyć się takiego przeświadczenia, że tylko dzięki mnie historia na sesji będzie fajna i ciekawa. Aż dziwne, że te wszystkie sesje w Fate Core mnie tego nie nauczyły.

Na koniec mała notka na marginesie. Jak pewnie możecie wywnioskować, mój sentyment do D&D i Zapomnianych Krain nie jest tęsknotą za dungeon crawlem i niepohamowaną rozwałką przerywaną pseudofabułą. Wręcz przeciwnie. Przez skojarzenie z Baldur’s Gate D&D dla mnie zawsze będzie kojarzyć się z epickimi przygodami w fantastycznych światach. Może dlatego czasem nie mogę dojść do porozumienia z ludźmi gdy mówię o D&D. Bo ja nie tęsknie za żadną starą szkołą czy innymi prehistorycznymi tworami gier fabularnych. Ja po prostu marzę, aby poprowadzić kiedyś sesję tak ciekawą, bogatą i złożoną jak fabuła Baldur’s Gate. Ale czas przestać. Dając większe pole do popisu graczom poprowadzę jeszcze lepsze.


Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /home/deploy/radowit.net/radowit.net/cgi/wp-includes/functions.php on line 3830