W tym roku na organizowanym we Wrocławiu konwencie Polcon odbyła się kolejna (już siedemnasta) edycja konkursu Puchar Mistrza Mistrzów. Tym razem miałem przyjemność wziąć w nim udział w charakterze sędziego. Mogłem więc przyjrzeć się Pucharowi od środka i zobaczyć jak prowadzą najlepsi w Polsce mistrzowie gry. Za dodatkowy zaszczyt poczytuję sobie możliwość zagrania u człowieka, który potem wygrał cały puchar. A było to tak…

W moim macierzystym klubie Wielosfer jest już ktoś, kto co roku jeździ na Puchar jako sędzia, więc miałem małe szanse na to, że dla odmiany teraz pojadę ja. Musicie bowiem wiedzieć, że z danej organizacji wybierana jest tylko jedna osoba. Los się jednak do mnie uśmiechnął, prowadzona przez kilka lat grupa RPG we Wrocławiu w tym roku została wzięta pod uwagę jako jedna z organizacji, które wysyłają swojego sędziego. Po szybkim głosowaniu na Facebooku moja kandydatura została oficjalnie zatwierdzona głosem większości i stało się, moja facjata pojawiła się na stronie Pucharu.

Nie wiedziałem tak do końca w co wchodzę. Chociaż raczej trzeba by powiedzieć, że myślałem, że wiedziałem i się myliłem. Przez te trzy dni trwania konkursu doświadczyłem krytycznego braku snu (3h na dobę, nie licząc odsypiania na krzesłach) i związanego z nim zmęczenia, które w niedzielę i poniedziałek widać było po mnie gołym okiem. Ale wiecie jak to jest, czas szybko mija na dobrej zabawie. Bo to co robiłem wtedy gdy akurat nie spałem było jednym z najciekawszych erpegowych doświadczeń, jakie miałem szansę zaznać w swoim życiu. Obserwowałem sesje, kłóciłem się na naradach i chłonąłem tą atmosferę święta gier fabularnych. O tym, że wciąż jestem we Wrocławiu i mam 15 minut tramwajem do domu przypominałem sobie dopiero jak nad ranem wracałem żeby urwać z doby kilka godzin na sen.

Ten post jednak piszę w zupełnie innym celu. To nie jest zwykła relacja albo wpis do dzienniczka. Na PMMie zwróciłem uwagę na kilka ważnych spraw, które pozwoliły mi otworzyć oczy i poczuć się dużo pewniej ze swoim poziomem prowadzenia. Bo wiecie, już dwa razy startowałem jako uczestnik i dwa razy pokonały mnie eliminacje (pierwsza z trzech faz turnieju). Bycie jednym z współzawodniczących mistrzów gry było już bardzo ciekawe a rady odnośnie prowadzenia, które otrzymałem, okazały się bardzo pomocne. Był jednak inny problem. Nie wiem czy jest wyszło to z rozmowy z jakimś sędzią czy sam sobie to jakoś wmówiłem, ale miałem wrażenie, że muszę się jeszcze mocno postarać żeby dorównać poziomem do Pucharu. Doszło do tego, że nie chciałem już brać udziału w kolejnych edycjach dopóki nie będę sam zadowolony z tego jak prowadzę. Cieszę się, że dzięki sędziowaniu Pucharu w tym roku mogłem pozbyć się tego złudzenia.

Prawdy i mity

Ktoś mi to mówił już dawno temu, nawet ja to mówiłem innym, ale sam nie mogłem tego przyjąć do wiadomości. Otóż widzicie, Pucharu nie wygrywa mistrz gry, który jest idealny w każdym calu i dostaje szóstki we wszystkich kryteriach oceniania. Żeby wygrać wystarczy być dobrym w większości spraw i świetnym w jednej rzeczy. To jak bardzo dobrym i świetnym zależy od tego jaki poziom prezentują sobą inni kandydaci. Z innej strony – ktoś mi też kiedyś powiedział, że wygrana w Pucharze nie oznacza, że można osiąść na laurach i przestać się rozwijać. To sygnał, że robisz to dobrze, rób tak dalej. To oficjalne potwierdzenie tego, że jako mistrz gry reprezentujesz sobą jakiś poziom. Masz ustaloną renomę według kryteriów podanych w regulaminie oczywiście.

Często rozmawiając z ludźmi, którzy nie znają Pucharu mówią oni rzeczy w stylu: „Jak można obiektywnie wybrać najlepszego MG?”, „A ja mam swój inny styl!” albo wręcz „Nikt mi nie będzie mówił jak mam prowadzić”. Ale to wszystko nie tak. Pierwsza wątpliwość zawiera trochę racji. Mimo zdefiniowanych kryteriów sędziowie oceniają wszystko przez pryzmat własnych doświadczeń, percepcji i wyczucia tego jak ważne są zauważone cechy. Dlatego właśnie jest nas tak wielu. Przy 15 – 20 sędziach ich wspólna ocena jest rozmyta i uśredniona. Powiedzmy jednak szczerze, takich rzeczy jak prowadzenie sesji nie da się obiektywnie i idealnie ocenić. Można jedynie pracować nad sędziami aby byli uczciwi i coraz bardziej dookreślać kryteria oceniania (chociaż i tu można przesadzić).

Druga wątpliwość – własny styl. Kryteria oceniania Pucharu są skonstruowane tak, że wskazują na cechy cenne u mistrza gry niezależnie od stylu jego prowadzenia. Bo też nieważne kto nam prowadzi, oczekujemy że opowie świat tak, że będziemy wiedzieli, gdzie jesteśmy. Zachęci graczy do gry, aby każdy z nich mógł się bawić. Zareaguje na pomysły graczy i włączy je do swojej wizji. Przygotuje się do sesji czy to pisząc scenariusz czy to dbając o zachowanie spójności świata przez przygotowanie merytoryczne. Chcemy grać z takimi mistrzami, prawda? Kryteria Pucharu zmieniały się w czasie i ostatnia metamorfoza wprowadziła zupełnie nowy podział. Usunięto „Zabawę Graczy” a zastąpiono „Aktywizacją Graczy”, wskazując na to, że MG nie ma absolutnego wpływu na to czy gracze będą się dobrze bawić, powinien jednak dbać o to, aby wszyscy bawić się mogli. Myślę, że inny powód tej zmiany to fakt, że o ile sesja była poprowadzona choćby poprawnie, to gracze, którzy nie próbują jej analizować, zwykle będą z niej zadowoleni.

Kolejny mit związany z Pucharem to scenariusz. Zawsze wydawało mi się, że muszę przygotować coś extra żeby zaskoczyć sędziów, ale to nie jest prawda. Bo PMM to nie Quentin. Oczywiście scenariusz ma pośredni wpływ na inne kryteria, ale nie ma znaczenia czy zrobimy swój czy użyjemy cudzego. Ba, można nawet poprowadzić bez scenariusza. W tym roku na przykład Krzyś Bernacki prowadził sesję w Dungeon World i dostał się do półfinału. W scenariuszu musi być tylko tyle i aż tyle, aby można było poprowadzić sesję spełniającą kryteria oceniania na wystarczająco wysokim poziomie. Co rodzi pytanie o kolejną kwestię: czy na PMM można poprowadzić wszystko? Zdecydowanie nie. Nawet odjąwszy kwestie czasu. Kilkakrotnie wśród rozmów z mistrzami usłyszałem sformułowanie, że coś pasuje albo nie pasuje do PMM. Przekombinowane fabuły, w których graczy się gubią, sesje zbyt humorystyczne (bo łatwo mogą nie wyjść) albo poruszające zbyt trudne tematy (bo nie wiadomo jak na to zareagują sędziowie).

Praca sędziów

Zostawiając już na boku kryteria oceniania przejdźmy w końcu do sesji. Jak je oceniamy? Opowiem wam pokrótce jak to jest gdy przez trzy dni chodzi się od sesji do sesji. Wyobraźcie sobie teraz, że przez 4 godziny trwa na raz 7 sesji. Do każdej z nich musicie zajrzeć po 3-4 razy żeby ją dobrze ocenić. Nie ma szans, że złapiecie jaka jest fabuła, chyba że jakimś fartem będzie ją oglądać akurat w momencie gdy jest jakiś ważny moment. MG też nie mają lekko. Jeśli wejdziesz na ich sesje w momencie gdy akurat się zawieszą albo nie będzie się działo nic ciekawego, to lecą minusowe punkty. Jak żyć?

Powtarzające się cechy

Wyłapujemy dobre i złe cechy sesji a najlepiej o niej świadczą takie rzeczy, które się powtarzają. Czy ten błyskotliwy opis przedmiotu to jednorazowy wysiłek czy standard u tego mistrza gry? Czy MG aktywnie angażuje graczy, czy tylko raz na jakiś czas sprawdza czy wszyscy słuchają? Jeśli zobaczymy podobne zachowanie 2-3 razy, to możemy mieć silne przypuszczenie, że tak jest na całej sesji. Pojedyncze fajne zagrania i potknięcia też są ważne, ale najistotniejsze jest to jak dany MG prowadzi instynktownie, gdy się nie pilnuje. Po kilku odwiedzonych sesjach w głowie ustala się średni poziom i odstępstwa zapisuje się w notesie. Im bardziej doświadczony sędzia, im więcej widział, tym lepiej dostrzega różne rzeczy.

Jednorazowe pomysły

O MG świadczą też pomysły, które wprowadza jednorazowo nie dlatego, że nie umie ich zastosować często, ale dlatego że cały ich czar działa właśnie gdy są stosowanie rzadko. Jeśli sędzia jest świadkiem czegoś takiego, to MG łapie dodatkowe punkty. Dobrym przykładem jest finałowa scena finałowej sesji (z resztą, tej która wygrała). Gracze obudzili pradawnego licza, który położył przed nimi napełniony kielich i zniknął. MG też położył przed graczami kielich. Nic nie mówił a gracze mieli zagadkę. Chodziło o to, że tylko jeden z nich mógł przejąć moc licza a kielich był częścią mechaniki. Gracz, który sięgnie po niego pierwszy stawał się odporny na działania pozostałych i przejmował moc. Jeden z graczy się nie wahał i wspaniale zakończył historię swojej postaci (zabijając przy okazji pozostałe postaci graczy).

Szczegóły

Oprócz ogólnych cech prowadzenia sprawdzamy też cechy szczegółowe, aby jak najbardziej doprecyzować ocenę. Czy opisy zawierają też inne zmysły? Czy MG pamięta imiona postaci? Czy mówi „ta wioska” czy za każdym razem zna nazwę? Rzeczy, które w ogólnym oglądzie sesji nie są tak istotne, ale bardzo się przydają gdy chcemy zdecydować czy to co zaprezentował MG pasuje do wyższej noty. Kryteria oceniania nie są opisane aż tak szczegółowo, więc w dużej mierze na co zwracać uwagę uczyłem się od innych sędziów gdy na naradach odkrywałem, że to co ja sobie zanotowałem to tylko wierzchołek góry lodowej albo oczywistość, o której nie ma co wspominać.

Gracze

W czasie Pucharu Mistrza Mistrzów gracze są cennym źródłem informacji. Na koniec sesji przesłuchujemy graczy pytając ich o ogólne wrażenia z sesji a czasem o potwierdzenia naszych spostrzeżeń. Od graczy dowiadujemy się o co właściwie chodziło w sesji :) W półfinale i finale konkursu w każdej grze uczestniczy jeden z sędziów. Ci sędziowie-gracze nie oceniają potem sesji ale stanowią lepsze źródło wiedzy o tym, co na prawdę zdarzyło się w czasie gry.

Wrażenia

Moją pierwszą myślą zaraz po akredytacji na Polcon było „Gdzie do cholery jest ten Puchar?”. Nie pamiętam skąd w końcu się tego dowiedziałem, ale udało się i zdąrzyłem na czas na pierwszą naradę sedziów. Potem już poszło z górki.

Sędziowanie

W poprzednich akapitach dałem wam ogólny obraz tego jak wygląda sędziowanie na Pucharze Mistrza Mistrzów, ale gdy po odprawie, wręczeniu notesów i przebraniu się w sędziowskie koszulki ruszyliśmy na dziewiąte piętro oglądać sesje, ja wcale nie byłem pewien od czego zacząć. Najpierw chodziłem od sesji do sesji zmieniając lokal co parę minut, potem wydłużałem te czasy żeby ciągle nie ganiać od sali do sali i nie robić zamieszania otwieraniem drzwi. Niektóre sale, w których odbywały się sesje, były na tyle małe, że otwierając je mogłem walnąć w nos sedziego, który sobie przycupnął za drzwiami. Początkowo nie wiedziałem co i jak zapisywać w notesie, ale skupiłem się na kryteriach oceniania i drobiazgowo punktowałem każde fajne zagranie i każde potknięcie. Były trzy rundy eliminacji i po pierwszej z nich miałem już pewien obraz tego jak powinna wyglądać sesja i skupiłem się na notowaniu rzeczy istotnych. A przynajmniej tak myślałem do narady.

Narady sędziów

Nie mogę za dużo zdradzić z tego co działo się na naradach sędziów. Mogę jednak powiedzieć ile ich było. Po pierwszej turze eliminacji, po drugiej i trzeciej (one były jedna za drugą więc między nimi nie było narady), po półfinałach i oczywiście po finale. Narady trwały długo, a że zwykle zaczynały się późną nocą, to do domu na parę godzin snu wracałem zwykle około trzeciej w nocy, albo i później. Zrozumcie jednak to, że gdy piętnastu sędziów ocenia trzynastu uczestników Pucharu, to trochę czasu to musi zająć. Mimo, że staraliśmy nie poruszać spraw, na które u danego prowadzącego zwrócił uwagę inny sędzia, to i tak każdy miał zwykle coś do dodania. Trochę szybciej to szło w półfinałach i finałach po każdy miał więcej czasu na przyjrzenie się wszystkim sesjom. Ponieważ w półfinale grałem u Wekta, to na naradzie mogłem sobie odsypiać na fotelu budząc się tylko wtedy, gdy potrzebna była jakaś informacja o tej sesji. Nie widziałem innych sesji półfinałowych, więc nie było też sensu abym je oceniał.

Narady były z jednej strony długie i nużące, ale były też bardzo inspirujące. Inni sędziowie wynajdywali najróżniejsze rzeczy w pucharowych sesjach a ja notowałem sobie to wszystko aby wprowadzić albo unikać tego potem u siebie. Jeśli chodzi o warsztatowe porady dla MG, to narady sędziów PMM ilością i jakością informacji przebijają wszelkie konwentowe prelekcje. Polecam! :)

Pucharowe sesje

Chciałem iść na PMM po to, aby zobaczyć jak wyglądają te najlepsze w Polsce sesje rpg. Jak już wspomniałem, brałem dwa razy udział w Pucharze jako uczestnik i co prawda otrzymałem informację co robię źle, co dobrze, ale brakowało mi takiego wewnętrznego poczucia kiedy sesja jest już dobra a kiedy jeszcze zła lub średnia. Feedback otrzymywany po PMMie robi dobrą robotę pod względem wypunktowania konkretnych rzeczy, ale jeśli sesja ma dużo wad, to nawet gdy są one małe, zdaje się jakby była zupełnie słaba. Tutaj dowiedziałem się, że sesja w której widać dużo potknięć jest zwykle dobra bo jest na takim poziomie, że te potknięcia są rzeczywiście widoczne a nie giną w zalewie bylejakości. Dzięki tegorocznemu sędziowaniu Pucharu mogłem zobaczyć jak się prowadzi dobre i bardzo dobre sesje. Z jednej strony, czuję się podbudowany bo widzę, że moje wyobrażenia o idealnych sesjach i idealnych MG mogę włożyć między bajki (bo są po prostu nierealne), z drugiej zaś strony zachwycałem się świetnym warsztatem mistrzów gry, bo prawie każdy miał coś fajnego do pokazania. Ogólne wrażenie po oglądaniu tych wszystkich sesji mam takie, że moje prowadzenie wcale nie jest takie złe, ale muszę sobie wypracować coś w czym ja będę najlepszy i czym ja pozytywnie zaskoczę sędziów.

Sesja półfinałowa

W półfinale zagrałem u Wekta w sesji według scenariusza Santa Muerte. Byliśmy tam trzema funkcjonariuszami DEA infiltrującymi meksykański gang podczas imprezy przed meksykańskim świętem zmarłych. Przez większość czasu nasze postacie były pod wpływem narkotyków, co MG podbudowywał świetnymi opisami, ale była też akcja, trudne decyzje i silne emocje, szczególnie w scene gdy nasz mentor i kontakt na imprezie został powieszony na naszych oczach. Tu brawa należą się MG za budowanie napięcia bo dopiero w chwili gdy powieszona osoba umierała zobaczyliśmy, że jest to własnie nasz mentor i że zostaliśmy na tej imprezie sami. Sesja skończyła się co prawda po zaledwie dwóch i pół godzinie, ale była intensywna i emocjonująca. I mimo, że nie były to tak do końca moje klimaty, to była to jedna z najlepszych sesji w moim życiu (Albo i nawet najlepsza ex aequo z Wolsungiem w wykonaniu Maestro)

Ogranizacja

Oprócz zmian w kryteriach oceniania w tym roku Puchar przeszedł też zmiany organizacyjne. Do Wojtka Rzadka dołączył tera Piotr Skobel, który wprowadził aplikację mobilną przyspieszającą głosowanie po naradach sędziów (dzięki Ci wielkie za to +1 do snu!). I mimo, że czasami widać było, że Wojtek i Piotr nie są jeszcze dobrze dograni albo ich wizje trochę się różnią, to zmiany idą w bardzo dobrym kierunku i jestem pewien, że za rok PMM będzie przeprowadzony jeszcze sprawniej. Za całą tą pracę i ogarnianie wszystkiego wielkie chapeau bas panowie! Cieszę się, że pozwoliliście mi w tym wszystkim uczestniczyć.

Podsumowanie

PMM skończył się już przeszło tydzień temu, odespałem deficyt snu i wróciłem do rzeczywistości. Dla mnie było to przede wszystkim bardzo inspirujące przeżycie i nie mówię tu tylko o podpatrywaniu warsztatu u najlepszych MG w Polsce. Dzięki obserwowaniu tych wszystkich sesji moja wyobraźnia też chodziła na wyższych obrotach i wpadłem na więcej własnych pomysłów na sesje niż przez ostatnie pół roku a w wolnych chwilach z tyłu zeszytu na notatki rozrysowywałem swój pomysł na nową mechanikę. I prawie mi szkoda, że trwało to tylko trzy dni (nie licząc niedzieli, gdy było tylko wręczenie nagród), ale ciężko byłoby wytrzymać więcej z taką ilością snu. Za rok na pewno jadę na PMM. Nie wiem tylko czy jako sędzia czy uczestnik konkursu.