Rozmawiając kiedyś z Kamulcem usłyszałem od niego dość szokującą dla mnie tezę. Dopiero po chwili refleksji zorientowałem się, że ma rację. Chodziło o erpegowe przyjaźnie, a konkretnie o to, że ich nie ma.

Gracze są trochę jak koledzy i koleżanki z pracy. Spędzamy razem dużo czasu, łączą nas wspólne zainteresowania, ale samo to co robimy na sesjach nie sprawi od automatycznie, że zechcemy się również spotykać poza sesjami. W rezultacie jest sporo ludzi, z którymi łączą nas tylko erpegi (lub planszówki), ale nic ponad to.

Teraz ty czytelniku, zastanów się. Ilu poznaleś ludzi, z którymi zagrałeś coś tylko raz albo którzy po zakończonej (w ten czy inny sposób) kampanii po prostu rozpłynęli się i zniknęli z Twojego pola widzenia? Ja znam masę takich przypadków. Niekiedy jest mi nawet smutno, bo ktoś wydawał się być fajnym człowiekiem a po sesji kontakt się urywa.

Co robić? Jak żyć? Znacie mój blog z wszelkiego rodzaju wyliczanek, więc tym razem nie obejdzie się bez jednej z nich. Oto 4 sposoby na to, aby z graczy zrobić dobrych znajomych/przyjaciół.

  1. Zapytaj co u nich.
    Gracze się schodzą, sesja zaraz ruszy, rozkładasz karty postaci i przygotowujesz herbatę a gracze powoli przypominają sobie, co się ostatnio działo. Przerwij niezręczną ciszę i zapytaj! Nawet jeśli miałoby to być coś głupiego, typu: głosowałeś w wyborach? grałeś w najnowszego Wiedźmina? co porabiałaś w czasie weekendu? Losowa rozmowa daje szansę na to, że znajdziesz jakiś inny wspólny temat oprócz erpegów. I może inni gracze też się w nią włączą.
  2. Spotykaj się z nimi poza sesjami.
    Rusz głową i wymyśl jakąś fajne spotkanie integracyjne dla drużyny. Może to być wyjście na piwko, do escape roomu albo na pasujący do sesji film, który właśnie leci w kinie, może spotkanie świąteczne albo poświęcone jakiejś rocznicy (jak na przykład X-ta rocznica urodzin Lovecrafta albo Y-wa rocznica wydania Silmarillionu) – wymyśl coś.
  3. Zagraj w inne gry
    Spędźcie trochę czasu na granie w gry imprezowe, kalambury, wspólne opowiadanie historii albo jakieś typowe zabawy integracyjne, które jakoś ukryjesz pod płaszczykiem ćwiczeń improwizacji.
  4. Ugotujcie coś
    Nic tak nie zbliża jak wspólna realizacja jakiegoś celu. Na przykład gotowanie obiadu/kolacji czy jaki tam aktualnie posiłek wypada. Nie ważne, czy będzie to zupa cebulowa czy pizza, byle dla każdego znalazło się coś do roboty.

No dobra, ale co ty z tego będziesz mieć, mistrzu gry (abstrahując od zysków na płaszczyźnie towarzyskiej)? Poznasz lepiej swoich graczy, oni lepiej poznają się nawzajem.

To pierwsze da Ci dużo więcej możliwości na sesji. Na nagradzanie graczy motywami, które tylko oni rozumieją albo odwoływanie się do wiedzy, którą posiadają.

A zagrana drużyna … chyba nie muszę tutaj dodawać co to daje? Z własnego doświadczenia wiem, że dobrze zintegrowana grupa przychodzi zawsze na sesje i współpracuje na tych sesjach. Współpracują jako gracze. Ich postacie wciąż mogą mieć różne cele, ale ponieważ gracze bardziej sobie ufają, mogą pozwolić na głębsze interakcje między postaciami.

Jakie jest to moje doświadczenie w takim razie? Przez kilka lat grałem z grupą ludzi niemal tydzień w tydzień. Prawie żadne sesje nam nie wypadały (poza wakacjami, gdzie grupa się trochę pomniejszała). Było kilku MGów, grupa rosła z upływem czasu. Do dziś utrzymuję dobre kontakty z większością ludzi z tej grupy (jeden kolega wybył do Niemiec). Wszystko skończyło się (a raczej zaczęło się stopniowo kończyć), gdy ja opuściłem grupę i wyprowadziłem się do Poznania. Gdy po roku wróciłem nie mogłem już wskrzesić tej inicjatywy i od tamtej pory znów szukam. Jak na razie idzie mi całkiem nieźle.

  • Ja z kolei stwierdziłem, że jest tak jak mówisz w przypadku planszówek, gdzie ludzie są tylko partnereami, a w RPG łatwiej zawierać przyjaźnie. RPG po prostu jest na tyle głębokie i angażujące, że zżywa ludzi ze sobą.