W poprzednim wpisie wspomniałem o tym, że usiłowałem poprowadzić swoją sesję na Avangardzie. Nie planowałem tego, po prostu usiadłem obok rpg info i w kilka chwil wymyśliłem jej opis i tytuł, zapisując w zeszycie garść pomysłów. Potem, zanim nadeszła godzina sesji, popracowałem nad nią jeszcze trochę, ale ostatecznie jej nie poprowadziłem na tym konwencie. Po kolejnym dopracowaniu udało mi się w końcu poprowadzić wczoraj.

Miałem wiele obaw w związku z tym scenariuszem. Było tam kilka ważnych nawiązań, które zauważone mogłyby trochę popsuć zabawę. Postanowiłem jednak to poprowadzić i zobaczyć, czy gracze się połapią. Jeszcze zanim zaczęliśmy grać kusiło mnie żeby przeprosić graczy i wyciągnąć planszówkę, ale ostatecznie udało się. Poprowadziłem sesję i w moim odczuciu (a potem potwierdzili to również gracze) wyszła ciekawie.

Cała sesja polegała na dotarciu do trzeciego poziomu snu (jak w Incepcji) pewnego czarnoksiężnika, któremu trzeba było uświadomić, że czas się obudzić bo do jego kraju zbliża się wojna i musi obronić swoje ziemie. Drugi poziom snu był zerżnięty z Tajnego Sanktuarium z Diablo II – kawałki chodnika z portalami zawieszone pośrodku czerni (a ja dołożyłem harpie, które spychały bohaterów w przepaść żeby się obudzili). Do tego kilka subtelniejszych nawiązań, jak choćby jadalnia z wielkimi stołami i daniami pojawiającymi magicznie się na talerzach, tak jak w Hogwarcie.

Graczom to wszystko nie przeszkadzało. Nie było żadnego „łeeee, jak w incepcji :(” i podobnych narzekań. Wkręcili się w fabułę bo ta była skomplikowana i zostawiała graczom spore pole do popisu, tak że tracili sporo czasu, na dyskutowanie, co właściwie powinni zrobić. Poskutkowało to tym, że z niektórymi przeciwnościami poradzili sobie niejako z marszu a inne (dużo mniej niebezpieczne, ale bardziej zawiłe) rozgryzali dłużej.

Właściwie udało się wprowadzić prawie wszystkie wątki, które chciałem. Dwa nie weszły. Gracz, który zyskał moc ogromnej siły w końcu nie skorzystał z niej a większą ilość konfrontacji z agentami wrogiego mocarstwa przyciąłem ze względu na to, że sesja zajmowała zbyt dużo czasu (a nie miałem na tyle materiału, żeby rozłożyć ją na dwie).

Jaki z tego wniosek? Dla mnie bardzo prosty. Nie bać się wprowadzać motywów z filmów, gier i książek. Fakt, że zbyt ewidentne użycie czegoś może wywołać zgrzyt a reakcja graczy zależy w dużej mierze od tego jacy są gracze, ale wychodzę z założenia, że jeśli sesja jest ciekawa i gracze mają dużo do roboty, to różne mniejsze i większe nawiązania mogą im zwyczajnie umknąć.