Nie wiem, czy w tym roku czy poprzednim, bo okoliczności mojej pierwszej sesji giną gdzieś w dziejach. Nie sięga tam historia mojego konta pocztowego a uczestnicy sesji nie pamiętają dokładnej daty. Ważne, że jakieś dziesięć lat temu zacząłem swoją przygodę z grami fabularnymi, jako mistrz gry w systemie Dungeons&Dragons. Skąd właściwie ten pomysł? Ktoś mi kiedyś powiedział, że ta nazwa AD&D w Baldur’s Gate to coś więcej niż sam silnik gry. Potem czytałem artykuł o Baldur’s Gate II w jakimś growym pisemku, który co nieco zahaczał również o „papierowe” rpg. Tyle, że musiał być napisany wyjątkowo kiepsko (albo ja coś źle zrozumiałem), bo wynikało z niego, że Monastyr jest jednym ze światów do D&D. A potem młodszy kuzyn zaczął grać w dedeki i wciągnął mnie już dokumentnie. Do mojej pierwszej „prawdziwej” sesji rpg – z kartami postaci, kostkami itd. zasiadłem mając 18 lub 19 lat, w gronie ludzi, którzy również nigdy wcześniej nie grali w erpegi. Wszyscy się więc na tych sesjach uczyliśmy od zera.

Potem przyszły studia i sesje były coraz rzadsze. Czasem udawało się znaleźć ekipę na kilka sesji, ale to wszystko się szybko rozpadało, więc zacząłem udzielać się na forach. Najpierw tworząc klasy albo czary do D&D (ostatnio je przejrzałem. Mają tylko wartość sentymentalną, nie nadają się do niczego), potem grałem i prowadziłem sesje forumowe, jedną udało mi się doprowadzić do końca Ja jestem Cicha Noc 2. Widziałem upadek dnd.pl i forum Bissel, a w międzyczasie przyszła czwarta edycja D&D.

Musicie wiedzieć, że w tamtych czasach byłem dość fanatyczny jeśli chodzi o wybór systemów do grania. Jako tru-dedekowiec nie lubiłem Warhammera  (holy war itd.) i przyłączyłem się do hejtu na czwartą edycję. To skłoniło mnie do zainteresowania się innymi systemami. Na pierwszy ogień poszły Savage Worlds, new World of Darkness, Zew Cthulhu, w końcu Wolsung i Fate (nie licząc krótszych przygód z innymi systemami). Ostatecznie, doszedłem do momentu gdy postanowiłem przestać prowadzić D&D i zrezygnowałem z sesji forumowych. Było łatwiej o znalezienie stałej ekipy, więc pbfy stały się mniej atrakcyjne. Obecnie skupiam się na Fate Core i tworzeniu na bazie jego własnych mechanik.

10 lat to niby dużo czasu, ale zainteresowałem się erpegami na tyle późno, że przegapiłem mnóstwo wydarzeń z krótkiej historii polskiego fandomu rpg. Nigdy nie miałem w rękach starej Magii i Miecza, nie natknąłem się również na Jesienną Gawędę i poznałem ją tylko w formie stereotypowej serwowanej w internetowych komiksach, jak np. Rotfl Playing Games (nie linkuję do strony bo po wskrzeszeniu projektu spadł im bardzo poziom). O tym, co to Kryształy Czasu albo Zły Cień dowiadywałem się zwykle z wyjaśnień, gdy ich temat pojawił się w rozmowie. Poza tym, jako erpegowiec należę do tzw. „pokolenia Baldur’s Gate”, co niektórym może kojarzyć się źle … Ale pewnie każde pokolenie komuś się źle kojarzy.

Co dalej? Mam nadzieję, że za kolejne dziesięć lat wciąż będzie chciało mi się grać :)